O autorów pytała Tadeusza zdania I ze zdań wyciągała na nowo pytania; Cóż gdy potem zaczęła mówić o malarstwie, O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie! Dowiodła, że zna równie pędzel, noty, druki; Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki, Lękał się, by nie został pośmiewiska celem, I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem. Szczęściem, że nauczyciel ładny i niesrogi; Odgadnęła sąsiadka powód jego trwogi, Wszczęła rzecz o mniej trudnych i mądrych przedmiotach: O wiejskiego pożycia nudach i kłopotach, I jak bawić się trzeba, i jak czas podzielić, By życie uprzyjemnić i wieś rozweselić.
Tadeusz odpowiadał śmielej, szła rzecz dalĂŠj, W pół godziny już byli z sobą poufali; Zaczęli nawet małe żarciki i sprzeczki. W końcu, stawiła przed nim trzy z chleba gałeczki: Trzy osoby na wybor; wziął najbliższą sobie; Podkomorzanki na to zmarszczyły się obie, Sąsiadka zaśmiała się, lecz nie powiedziała, Kogo owa szczęśliwa gałka oznaczała.
Inaczej bawiono się w drugim końcu stoła, Bo tam, wzmógłszy się nagle, stronnicy Sokoła Na partyję Kusego bez litości wsiedli: Spór był wielki, już potraw ostatnich nie jedli. Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony, A najstraszniej pan Rejent był zacietrzewiony: Jak raz zaczął, bez przerwy rzecz swoję tokował I gestami ją bardzo dobitnie malował. (Był dawniej adwokatem pan rejent Bolesta, Zwano go kaznodzieją, że zbyt lubił gesta). Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie, Spod ramion wytknął palce i długie paznokcie, Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem. Właśnie rzecz kończył: "Wyczha! puściliśmy razem Ja i Asesor, razem, jakoby dwa kórki Jednym palcem spuszczone u jednej dwórórki; Wyczha! poszli, a zając jak struna - smyk w pole, Psy tuż (to mówiąc, ręce ciągnął wzdłuż po stole I palcami ruch chartów przedziwnie udawał), Psy tuż, i hec! od lasu odsadzili kawał; Sokoł smyk naprzód, rączy pies, lecz zagorzalec, Wysadził się przed Kusym o tyle, o palec; Wiedziałem, że spudłuje; szarak, gracz nie lada,