Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada; Gracz szarak! skoro poczuł wszystkie charty w kupie, Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie, A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy, Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mój Kusy Cap !!" - tak krzycząc pan Rejent, na stół pochylony, Z palcami swemi zabiegł aż do drugiej strony I "cap!" - Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem. Tadeusz i sąsiadka, tym głosu wybuchem Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy, Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy, Jako wierzchołki drzewa powiązane społem, Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły, I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły.
Tadeusz, by nie zdradzić swego roztargnienia: "Prawda - rzekł - mój Rejencie, prawda, bez wątpienia, Kusy piękny chart z kształtu, jeśli równie chwytny..." "Chwytny? - krzyknął pan Rejent. - Mój pies faworytny Żeby nie miał być chwytny?" Więc Tadeusz znowu Cieszył się, że tak piękny pies nie ma narowu, Żałował, że go tylko widział idąc z lasu I że przymiotów jego poznać nie miał czasu.
Na to zadrżał Asesor, puścił z rąk kieliszek, Utopił w Tadeusza wzrok jak bazyliszek. Asesor mniej krzykliwy i mniej był ruchawy Od Rejenta, szczuplejszy i mały z postawy, Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku, Bo powiadano o nim: ma żądło w języku. Tak dowcipne żarciki umiał komponować, Iżby je w kalendarzu można wydrukować: Wszystkie złośliwe, ostre. Dawniej człek dostatni, Schedę ojca swojego i majątek bratni, Wszystko strwonił, na wielkim figurując świecie; Teraz wszedł w służbę rządu, by znaczyć w powiecie. Lubił bardzo myślistwo, już to dla zabawy, Już to że odgłos trąbki i widok obławy Przypominał mu jego lata młodociane, Kiedy miał strzelców licznych i psy zawołane; Teraz mu z całej psiarni dwa charty zostały, I jeszcze z tych jednemu chciano przeczyć chwały. Więc zbliżył się i, z wolna gładząc faworyty, Rzekł z uśmiechem, a był to uśmiech jadowity: