Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie. Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.
Pan Tadeusz, choć młodzik, ale prawem gościa Wysoko siadł przy damach obok Jegomościa; Między nim i stryjaszkiem jedno pozostało Puste miejsce, jak gdyby na kogoś czekało. Stryj nieraz na to miejsce i na drzwi poglądał, Jakby czyjegoś przyjścia był pewny i żądał. I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadzał, I z nim na miejscu pustym oczy swe osadzał. Dziwna rzecz! Miejsca wkoło są siedzeniem dziewic, Na które mógłby spójrzeć bez wstydu królewic, Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna; Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna. To miejsce jest zagadką, młódź lubi zagadki; Roztargniony, do swojej nadobnej sąsiadki Ledwie słów kilka wyrzekł, do Podkomorzanki; Nie zmienia jej talerzów, nie nalewa szklanki, I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne, Z których by wychowanie poznano stołeczne; To jedno puste miejsce nęci go i mami... Już nie puste, bo on je napełnił myślami. Po tem miejscu biegało domysłów tysiące, Jako po deszczu żabki po samotnej łące; Śród nich jedna króluje postać, jak w pogodę Lilia jeziór skroń białą wznosząca nad wodę.
Dano trzecią potrawę. Wtem pan Podkomorzy, Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży, A młodszej przysunąwszy z talerzem ogórki, Rzekł: "Muszę ja wam służyć, moje panny córki, Choć stary i niezgrabny". Zatem się rzuciło Kilku młodych od stołu i pannom służyło. Sędzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza I poprawiwszy nieco wylotów kontusza, Nalał węgrzyna i rzekł:
"Dziś, nowym zwyczajem, My na naukę młodzież do stolicy dajem I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki Mają od starych więcej książkowej nauki; Ale co dzień postrzegam, jak młódź cierpi na tem, Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem. Dawniej na dwory pańskie jachał szlachcic młody, Ja sam lat dziesięć byłem dworskim Wojewody, Ojca Podkomorzego, Mościwego Pana