Zmieniły ją, zaledwie była do poznania. W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy; Twarz ożywiona wiatru świeżemi powiewy, Sporem z Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców, Nabrała mocnych, żywszych niż zwykle rumieńców.
"Pani - rzekł Hrabia - racz mej śmiałości darować, Przychodzę i przepraszać, i razem dziękować. Przepraszać, że jej kroków śledziłem ukradkiem, I dziękować, że byłem jej dumania świadkiem; Tyle ją obraziłem! Winienem jej tyle! Przerwałem chwilę dumań: winienem ci chwile Natchnienia! chwile błogie! potępiaj człowieka, Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka! Na wielem się odważył, na więcej odważę! Sądź!" - tu ukląkł i podał swoje peizaże.
Telimena sądziła malowania proby Tonem grzecznej, lecz sztukę znającej osoby; Skąpa w pochwały, lecz nie szczędziła zachętu: "Brawo - rzekła - winszuję, niemało talentu. Tylko Pan nie zaniedbuj; szczególniej potrzeba Szukać pięknej natury! O, szczęśliwe nieba Krajów włoskich! różowe Cezarów ogrody! Wy, klasyczne Tyburu spadające wody I straszne Pauzylipu skaliste wydroże! To, Hrabio, kraj malarzów! U nas, żal się Boże! Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki, Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki Albo w album umieszczę do rysunków zbiorku, Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biorku".
Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach, Morskich szumach i wiatrach wonnych, i skał szczytach, Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem, Śmiech i urąganie się nad ojczystym krajem.
A przecież wokoło nich ciągnęły się lasy Litewskie! tak poważne i tak pełne krasy! - Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem, Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem, Leszczyna jak menada z zielonemi berły, Ubranemi, jak w grona, w orzechowe perły; A niżej dziatwa lesna: głóg w objęciu kalin, Ożyna czarne usta tuląca do malin. Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce Jak do tańca stające panny i młodzieńce Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona