Ściskają się, grubieją, rosną, nowe dziwy! Dostają krzywych karków, rozpuszczają grzywy, Wysuwają nóg rzędy i po niebios sklepie Przelatują jak tabun rumaków po stepie: Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się - nagle Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle, Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie Cicho, z wolna, po niebios błękitnej równinie!"
Hrabia i Telimena poglądali w górę; Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę, A drugą ścisnął z lekka rączkę Telimeny. Kilka już upłynęło minut cichej sceny; Hrabia rozłożył papier na swym kapeluszu I wydobył ołówek. Wtem przykry dla uszu Odezwał się dzwon dworski i zaraz śród lasu Cichego pełno było krzyku i hałasu.
Hrabia kiwnąwszy głową rzekł poważnym tonem: "Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem. Rachunki myśli wielkiej, plany wyobraźni, Zabawki niewinności, uciechy przyjaźni, Wylania się serc czułych! - gdy śpiż z dala ryknie, Wszystko miesza się, zrywa, mąci się i niknie!" Tu obróciwszy czuły wzrok ku Telimenie: "Cóż zostaje?" - a ona mu rzekła: "Wspomnienie!" I chcąc Hrabiego nieco ułagodzić smutek, Podała mu urwany kwiatek niezabudek. Hrabia go ucałował i na pierś przyśpilał; Tadeusz z drugiej strony krzak ziela rozchylał, Widząc, że się ku niemu tem zielem przewija Coś białego: była to rączka jak lilija; Pochwycił ją, całował i usty po cichu Utonął w niej jak pszczoła w liliji kielichu; Uczuł na ustach zimno; znalazł klucz i biały Papier w trąbkę zwiniony, był to listek mały; Porwał, schował w kieszenie, nie wie, co klucz znaczy, Lecz mu to owa biała kartka wytłumaczy.
Dzwon wciąż dzwonił, i echem z głębi cichych lasów Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów; Odgłos to był szukania i nawoływania, Hasło zakończonego na dziś grzybobrania. Odgłos nie smutny wcale ani pogrzebowy, Jak się Hrabiemu zdało, owszem, obiadowy. Dzwon ten, w każde południe krzyczący z poddasza, Gości i czeladź domu na obiad zaprasza: