Zbliżył się, czołgając się jak wąż przez zagony; Aż wyskoczył z łopucha. Spójrzała - stał blisko, O cztery grzędy od niej, i kłaniał się nisko. Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona, I zrywała się lecieć jak kraska spłoszona, I już lekkie jej stopy wionęły nad liściem, Kiedy dzieci, przelękłe podróżnego wniściem I ucieczką dziewczyny, wrzasnęły okropnie; Posłyszała, uczuła, że jest nieroztropnie Dziatwę małą, przelękłą i samą porzucić: Wracała wstrzymując się, lecz musiała wrócić, Jak niechętny duch, wróżka przyzwany zaklęciem; Przybiegła z najkrzykliwszym bawić się dziecięciem, Siadła przy niem na ziemi, wzięła je na łono, Drugie głaskała ręką i mową pieszczoną; Aż się uspokoiły, objąwszy w rączęta Jej kolana i tuląc główki jak pisklęta Pod skrzydło matki. Ona rzekła: "Czy to pięknie Tak krzyczeć? czy to grzecznie? Ten pan was się zlęknie. Ten pan nie przyszedł straszyć; to nie dziad szkaradny. To gość, dobry pan, patrzcie tylko, jaki ładny".
Sama spójrzała: Hrabia uśmiechnął się mile I widocznie był wdzięczen jej za pochwał tyle; Postrzegła się, umilkła, oczy opuściła I jako róży pączek cała się spłoniła.
W istocie był to piękny pan: słusznej urody, Twarz miał pociągłą, blade, lecz świeże jagody, Oczy modre, łagodne, włos długi, białawy; Na włosach listki ziela i kosmyki trawy, Które Hrabia oberwał pełznąc przez zagony, Zieleniły się jako wieniec rozpleciony.
"O ty! - rzekł - jakimkolwiek uczczę cię imieniem, Bóstwem jesteś czy nimfą, duchem czy widzeniem! Mów! własna-li cię wola na ziemię sprowadza, Obca-li więzi ciebie na padole władza? Ach, domyślam się - pewnie wzgardzony miłośnik, Jaki pan możny albo opiekun zazdrośnik W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże! Godna, by o cię bronią walczyli rycerze, Byś została romansów heroiną smutnych! Odkryj mi, Piękna, tajnie twych losów okrutnych! Znajdziesz wybawiciela - odtąd twem skinieniem, Jak rządzisz sercem mojem, tak rządź mym ramieniem".