Służy dla dam wyłącznie i panów podróżnych; W drugiej ogromna sala. Koło każdej ściany Ciągnie się wielonożny stół, wąski, drewniany, Przy nim stołki, choć niższe, podobne do stoła Jako dzieci do ojca.
Na stołkach dokoła Siedziały chłopy, chłopki, tudzież szlachta drobna, Wszyscy rzędem; ekonom sam siedział z osobna. Po rannej mszy z kaplicy, że była niedziela, Zabawić się i wypić przyszli do Jankiela. Przy każdym już szumiała siwą wódką czarka, Ponad wszystkimi z butlą biegała szynkarka. W środku arendarz Jankiel, w długim aż do ziemi Szarafanie, zapiętym haftkami srebrnemi, Rękę jedną za czarny pas jedwabny wsadził, Drugą poważnie sobie siwą brodę gładził; Rzucając wkoło okiem, rozkazy wydawał, Witał wchodzących gości, przy siedzących stawał Zagajając rozmowę, kłótliwych zagadzał, Lecz nie służył nikomu, tylko się przechadzał. Żyd stary i powszechnie znany z poczciwości, Od lat wielu dzierżawił karczmę, a nikt z włości, Nikt ze szlachty nie zaniósł nań skargi do dworu; O cóż skarżyć? Miał trunki dobre do wyboru, Rachował się ostróżnie, lecz bez oszukaństwa, Ochoty nie zabraniał, nie cierpiał pijaństwa, Zabaw wielki miłośnik: u niego wesele I chrzciny obchodzono; on w każdą niedzielę Kazał do siebie ze wsi przychodzić muzyce, Przy której i basetla była, i kozice.
Muzykę znał, sam słynął muzycznym talentem; Z cymbałami, narodu swego instrumentem, Chadzał niegdyś po dworach i graniem zdumiewał, I pieśniami, bo biegle i uczenie śpiewał. Chociaż Żyd, dosyć czystą miał polską wymowę, Szczególniej zaś polubił pieśni narodowe; Przywoził mnóstwo z każdej za Niemen wyprawy Kołomyjek z Halicza, mazurów z Warszawy; Wieść, nie wiem czyli pewna, w całej okolicy Głosiła, że on pierwszy przywiózł z zagranicy I upowszechnił wówczas w tamecznym powiecie Ową piosenkę, sławną dziś na całym świecie, A którą po raz pierwszy na ziemi Auzonów Wygrały Włochom polskie trąby legijonów. Talent spiewania bardzo na Litwie popłaca,