Przywykł, żeby mu zawsze coś bębniło w ucho, Nawet wtenczas, gdy milczał lub z placką za muchą Skradał się, lub zamknąwszy oczy siadał marzyć; W dzień szukał rozmów, w nocy musiano mu gwarzyć Pacierze różańcowe albo gadać bajki; Stąd też nieprzyjacielem zabitym był fajki, Wymyślonej od Niemców, by nas scudzoziemczyć; Mawiał: "Polskę oniemić - jest to Polskę zniemczyć". Starzec, wiek przegwarzywszy, chciał spoczywać w gwarze; Milczenie go budziło ze snu: tak młynarze, Uśpieni kół tarkotem, ledwie staną osie, Budzą się, krzycząc z trwogą: "A Słowo stało się..."
Wojski ukłonem dawał znak Podkomorzemu, A ręką od ust lekko skinął ku Sędziemu, Prosząc o głos; panowie na ten ukłon niemy Odkłonili się oba, co znaczy: "prosiemy". Wojski zagaił:
"Śmiałbym upraszać młodzieży, Ażeby po staremu bawić u wieczerzy, Nie milczeć i żuć: czy my ojce kapucyni? Kto milczy między szlachtą, to właśnie tak czyni Jako myśliwiec, który nabój rdzawi w strzelbie; Dlatego ja rozmowność naszych przodków wielbię. Po łowach szli do stołu, nie tylko by jadać, Ale aby nawzajem mogli się wygadać, Co każdy miał na sercu; nagany, pochwały Strzelców i obławników, ogary, wystrzały Wywoływano na plac; powstawała wrzawa, Miła uchu myśliwców jak druga obława. Wiem, wiem, o co wam idzie: ta czarnych trosk chmura Pono z Robakowego wzniosła się kaptura! Wstydzicie się swych pudeł! Niech was wstyd nie pali, Znałem myśliwych lepszych od was, a chybiali; Trafiać, chybiać, poprawiać - to kolej strzelecka. Ja sam, chociaż ze strzelbą włoczę się od dziecka, Chybiałem; chybiał sławny ów strzelec Tułoszczyk, Nawet nie zawsze trafiał pan Rejtan nieboszczyk. O Rejtanie opowiem później. Co się tycze Wypuszczenia z obławy, że oba panicze Zwierzowi jak należy kroku nie dostali, Choć mieli oszczep w ręku, tego nikt nie chwali Ani gani: bo zmykać, mając naboj w rurze Znaczyło po staremu: być tchórzem nad tchórze; Toż wystrzelić na oślep (jak to robi wielu),