Nie przypuściwszy zwierza, nie wziąwszy do celu, Jest rzecz haniebna; ale kto dobrze wymierzy, Kto przypuści do siebie zwierza jak należy, Jeśli chybił, cofnąć się może bez sromoty Albo walczyć oszczepem, lecz z własnej ochoty, A nie z musu: gdyż oszczep strzelcom poruczony Nie dla natarcia, ale tylko dla obrony. Tak było po staremu: a więc mnie zawierzcie I waszej rejterady do serca nie bierzcie, Kochany Tadeuszku i Wielmożny Grafie! Ilekroć zaś wspomnicie o dzisiejszym trafie, Wspomnijcie też starego Wojskiego przestrogę: Nigdy jeden drugiemu nie zachodzić w drogę, Nigdy we dwóch nie strzelać do jednej źwierzyny".
Właśnie Wojski wymawiał to słowo: "źwierzyny", Gdy Asesor półgębkiem podszepnął: "dziewczyny"; "Brawo!" krzyknęła młodzież, powstał szmer i śmiechy, Powtarzano z kolei przestrogę Hreczechy, Mianowicie ostatnie słowo, ci: "źwierzyny", A drudzy, w głos śmiejąc się, krzyczeli: "dziewczyny"; Rejent szepnął: "kobiety", Asesor: "kokiety", Utkwiwszy w Telimenie oczy jak sztylety.
Nie myślił wcale Wojski przymawiać nikomu Ani uważał, co tam szepcą po kryjomu; Rad bardzo, że mógł damy i młodzież rozśmieszyć, Zwrócił się ku myśliwcom, chcąc i tych pocieszyć. I zaczął, nalewając sobie kielich wina:
"Nadaremnie oczyma szukam Bernardyna; Chciałbym mu opowiedzieć wypadek ciekawy, Podobny do zdarzenia dzisiejszej obławy. Klucznik mówił, że tylko znał jednego człeka, Co tak celnie jak Robak mógł strzelić z daleka; Ja zaś znałem drugiego; równie trafnym strzałem Ocalił on dwóch panów; sam ja to widziałem, Kiedy do nalibockich zaciągnęli lasów Tadeusz Rejtan poseł i książę Denassow. Nie zazdrościli sławie szlachcica panowie, Owszem u stołu pierwsi wnieśli jego zdrowie, Nadawali mu wielkich prezentów bez liku I skórę zabitego dzika; o tym dziku I o strzale powiem wam jak naoczny świadek, Bo to był dzisiejszemu podobny przypadek, A zdarzył się największym strzelcom za mych czasów: