A wtem ozwał się Sędzia nalewając czaszę: "Piję zdrowie Robaka, Wojski, w ręce wasze! Jeśli datkiem nie możem Kwestarza zbogacić, Postaramy się przecież za proch mu zapłacić; Uręczamy, że niedźwiedź zabity dziś w boru Przez dwa lata wystarczy na kuchnię klasztoru. Lecz skóry Księdzu nie dam; lub gwałtem zabiorę, Albo ją mnich ustąpić musi przez pokorę, Albo ją kupię choćby dziesiątkiem soboli. Skórą tą rozporządzimy wedle naszej woli; Pierwszy wieniec i sławę już wziął sługa boży, Skórę Jaśnie Wielmożny Pan nasz Podkomorzy Temu da, kto na drugą nagrodę zasłużył".
Podkomorzy pogładził czoło i brwi zmrużył; Strzelcy zaczęli szemrać, każdy coś powiadał, Tamten - jak zwierza znalazł, ten - jak ranę zadał, Tamten psiarnię nawołał, ów zwierza nawrócił Znowu w ostęp. Asesor z Rejentem się kłócił, Jeden wielbiąc przymioty swojej Sanguszkówki, Drugi bałabanowskiej swej Sagalasówki.
"Sędzio sąsiedzie - wreszcie wyrzekł Podkomorzy - Pierwszą nagrodę słusznie zyskał sługa boży; Lecz niełacno rozsądzić, kto jest po nim drugi, Bo wszyscy zdają mi się mieć równe zasługi, Wszyscy równi zręcznością, biegłością i męstwem. Przecież dwóch dziś odznaczył los niebezpieczeństwem. Dwaj byli niedźwiedziego najbliżsi pazura: Tadeusz i pan Hrabia; im należy skóra. Pan Tadeusz ustąpi (jestem tego pewny), Jako młodszy i jako gospodarza krewny; Więc spolija opima weźmiesz, Mości Hrabia. Niech ten łup twą strzelecką komnatę ozdabia, Niechaj pamiątką będzie dzisiejszej zabawy, Godłem szczęścia łowczego, bodźcem przyszłej sławy".
Umilknął wesoł, myśląc, że Hrabię ucieszył; Nie wiedział, jak boleśnie serce jego przeszył. Bo Hrabia na strzeleckiej komnaty wspomnienie Mimowolnie wzrok podniosł: a te łby jelenie, Te gałęziste rogi, jakby las wawrzynów Zasiany ręką ojców na wieńce dla synów, Te rzędami portretów zdobione filary, Ten w sklepieniu błyszczący herb Półkozic stary,