Względy, urzędy nudzą, uszko delikatne! Ja cię tu zaraz po tych zauszniczkach płatnę! Fora za drzwi! do korda! Tomasz, karabelę!"
Wtem do Podkomorzego skoczą przyjaciele; Sędzia porwał mu rękę: "Stój Pan, to rzecz nasza, Mnie tu naprzód wyzwano; Protazy, pałasza! Puszczę go w taniec jako niedźwiadka na kiju". Lecz Tadeusz Sędziego wstrzymał: "Panie Stryju, Wielmożny Podkomorzy, czyż się Państwu godzi Wdawać się z tym fircykiem, czy tu nie ma młodzi? Na mnie się zdajcie, ja go należycie skarcę; A Waszeć, panie śmiałku, co wyzywasz starce, Obaczym, czyli jesteś tak strasznym rycerzem; Rozprawimy się jutro, plac i broń wybierzem. Dziś uchodź, pókiś cały!"
Dobra była rada; Klucznik i Hrabia wpadli w obroty nie lada. Przy wyższym końcu stoła wrzał tylko krzyk wielki, Ale z ostrego końca latały butelki Koło Hrabiego głowy. Strwożone kobiety W prośby, w płacz; Telimena, krzyknąwszy: "Niestety!" Wzniosła oczy, powstała i padła zemdlona, I przechyliwszy szyję przez Hrabi ramiona, Na pierś jego złożyła swe piersi łabędzie. Hrabia, choć zagniewany, wstrzymał się w zapędzie, Zaczął cucić, ocierać.
Tymczasem Gerwazy, Wystawiony na stołków i butelek razy, Już zachwiał się, już czeladź zakasawszy pięście, Rzucała się nań zewsząd hurmem, gdy na szczęście Zosia, widząc szturm, skoczy i litością zdjęta Zasłania starca, na krzyż rozpiąwszy rączęta.- Wstrzymali się;
Gerwazy z wolna ustępował, Zniknął z oczu, szukano, gdzie się pod stół schował, Gdy nagle z drugiej strony wyszedł jak spod ziemi, Podniosłszy w górę ławę ramiony silnemi, Okręcił się jak wiatrak, oczyścił pół sieni, Wziął Hrabię i tak oba ławą zasłonieni Cofali się ku drzwiczkom; już dochodzą progów, Gerwazy stanął, jeszcze raz spojrzał na wrogów, Dumał chwilę, niepewny, czy cofać się zbrojnie, Czyli z nowym orężem szukać szczęścia w wojnie. Obrał drugie; już ławę jak taran murowy W tył dźwignął dla zamachu, już ugiąwszy głowy,