Z wypiętą naprzód piersią, z podniesioną nogą Miał wpaść... ujrzał Wojskiego, uczuł w sercu trwogę.
Wojski, cicho siedzący z przymrużonem okiem, Zdawał się pogrążony w dumaniu głębokiem; Dopiero gdy się Hrabia z Podkomorzym skłócił I Sędziemu pogroził, Wojski głowę zwrócił, Zażył dwakroć tabaki i przetarł powieki. Chociaż Wojski Sędziemu był krewny daleki, Ale w gościnnym jego domu zamieszkały, O zdrowie przyjaciela był niezmiernie dbały. Przypatrywał się zatem z ciekawością walce, Wyciągnął z lekka na stół rękę, dłoń i palce, Położył nóż na dłoni, trzonkiem do paznokcia Indeksu, a żelazem zwrócony do łokcia, Potem ręką w tył nieco wychyloną kiwał, Niby bawiąc się, lecz się w Hrabiego wpatrywał.
Sztuka rzucania nożów, straszna w ręcznej bitwie, Już była zaniechana podówczas na Litwie, Znajoma tylko starym; Klucznik jej probował Nieraz w zwadach karczemnych. Wojski w niej celował, Widać z zamachu ręki, że silnie uderzy, A z oczu łacno zgadnąć, że w Hrabiego mierzy (Ostatniego z Horeszków, chociaż po kądzieli). Mniej baczni młodzi ruchów starca nie pojęli; Gerwazy zbladnął, ławą Hrabiego zakłada, Cofa się ku drzwiom. "Łapaj!" - krzyknęła gromada.
Jako wilk obskoczony znienacka przy ścierwie Rzuca się oślep w zgraję, co mu ucztę przerwie, Już goni, ma ją szarpać, wtem śród psiego wrzasku Trzasło ciche półkorcze... wilk zna je po trzasku, Śledzi okiem, postrzega, że z tyłu za charty Myśliwiec wpół schylony, na kolanie wsparty, Rurą ku niemu wije i już cyngla tyka; Wilk uszy spuszcza, ogon podtuliwszy zmyka, Psiarnia z tryumfującym rzuca się hałasem I skubie go po kudłach, zwierz zwraca się czasem, Spojrzy, klapnie paszczęką, i białych kłów zgrzytem Ledwie pogrozi, psiarnia pierzcha ze skowytem: Tak i Gerwazy z groźną cofał się postawą, Wstrzymując napastników oczyma i ławą, Aż razem z Hrabią wpadli w głąb ciemnej framugi.