Bo nad głowami tłumu Klucznik niespodzianie Ukazał się na chorze przy starym organie I z trzaskiem jął wyrywać ołowiane rury. Wielką by klęskę zadał, uderzając z góry. Ale już goście tłumnie wychodzili z sieni, Nie śmieli kroku dostać słudzy potrwożeni I chwytając naczynia w ślad panów uciekli, Nawet nakrycia z częścią sprzętów się wyrzekli.
Któż ostatni, nie dbając na groźby i razy, Ustąpił z placu bitwy? - Brzechalski Protazy. On, za krzesłem Sędziego stojąc niewzruszenie, Ciągnął woźnieńskim głosem swoje oświadczenie, Aż skończył i z pustego zszedł pobojowiska, Kędy zostały trupy, ranni i zwaliska.
W ludziach straty nie było; ale wszystkie ławy Miały zwichnione nogi, stół także kulawy, Obnażony z obrusa, poległ na talerzach Zlanych winem, jak rycerz na krwawych puklerzach, Między licznemi kurcząt i jendyków ciały, W których piersi widelce świeżo wbite tkwiały.
Po chwili w Horeszkowskim samotnym budynku Wszystko do zwyczajnego wracało spoczynku. Mrok zgęstniał; reszty pańskiej wspaniałej biesiady Leżą, podobne uczcie nocnej, gdzie na Dziady Zgromadzić się zaklęte mają nieboszczyki. Już na poddaszu trzykroć krzyknęły puszczyki Jak guślarze; zdają się witać wschód miesiąca, Którego postać oknem spadła na stół, drżąca Niby dusza czyscowa; z podziemu, przez dziury Wyskakiwały na kształt potępieńców szczury... Gryzą, piją; czasami w kącie zapomniana Puknie na toast duchom butelka szampana.
Ale na drugiem piętrze, w izbie, którą zwano, Choć była bez zwierciadeł, izbą zwierciadlaną, Stał Hrabia na krużganku zwróconym ku bramie; Chłodził się wiatrem, surdut wdział na jedno ramię, Drugi rękaw i poły u szyi sfałdował I pierś surdutem, jakby płaszczem, udrapował. Gerwazy chodził kroki wielkiemi po sali; Obadwa zamyśleni, do siebie gadali: "Pistolety - rzekł Hrabia - lub gdy chcą, pałasze". "Zamek - rzekł Klucznik - i wieś, oboje to nasze". "Stryja, synowca - wołał Hrabia - całe plemię