Żeby cię na świat wywieść, ciągle pod nos mruczał, Że już jesteś dorosłą; sam nie wie, co plecie, Dziaduś, nigdy na wielkim niebywały świecie. Ja wiem lepiej, jak długo trzeba się sposobić Panience, by wyszedłszy na świat, efekt zrobić. Wiedz, Zosiu, że kto rośnie na widoku ludzi, Choć piękny, choć rozumny, efektów nie wzbudzi, Gdy go wszyscy przywykną widzieć od maleńka. Lecz niechaj ukształcona, dorosła panienka Nagle ni stąd, ni zowąd przed światem zabłyśnie, Wtenczas każdy się do niej przez ciekawość ciśnie, Wszystkie jej ruchy, rzuty oczu jej uważa, Słowa jej podsłuchiwa i drugim powtarza; A kiedy wejdzie w modę raz młoda osoba, Każdy ją chwalić musi, choć i nie podoba. Znaleźć się, spodziewam się, że umiesz; w stolicy Urosłaś. Choć dwa lata mieszkasz w okolicy, Nie zapomniałaś jeszcze całkiem Petersburka. No, Zosio, toaletę rób, dostań tam z biórka, Nagotowane znajdziesz wszystko do ubrania. Spiesz się, bo lada chwila wrócą z polowania".
Wezwano pokojowę i służącą dziewkę; W naczynie srebrne wody wylano konewkę; Zosia, jak wróbel w piasku, trzepioce się, myje Z pomocą sługi ręce, oblicze i szyję. Telimena otwiera petersburskie składy, Dobywa flaszki perfum, słoiki pomady, Pokrapia Zosię wkoło wyborną perfumą (Woń napełniła izbę), włos namaszcza gumą. Zosia kładnie pończoszki białe, ażurowe, I trzewiki warszawskie białe, atłasowe; Tymczasem pokojowa sznurowała stanik, Potem rzuciła na gors pannie pudermanik; Zaczęto przypieczone zbierać papiloty, Pukle, że nazbyt krótkie, uwito w dwa sploty, Zostawując na czole i skroniach włos gładki; Pokojowa zaś świeżo zebrane bławatki Uwiązawszy w plecionkę daje Telimenie; Ta ją do głowy Zosi przyszpila uczenie, Z prawej strony na lewo: kwiat od bladych włosów Odbijał bardzo pięknie, jak od zboża kłosów! Zdjęto puderman, całe ubranie gotowe. Zosia białą sukienkę wrzuciła przez głowę, Chusteczkę batystową białą w ręku zwija I tak cała wygląda biała jak lilija.