Pokazał się na lewo cień biały i długi. Co to było, nie wiedział, ale miał przeczucie, Że to był Hrabia w długim, angielskim surducie.
Wieczerzano w zamczysku. Uparty Protazy, Nie dbając na wyraźne Sędziego zakazy, W niebytność państwa znowu do zamku szturmował I kredens doń (jak mówi) zaintromitował.
Goście weszli w porządku i stanęli kołem; Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem; Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy. Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży. Kwestarz nie był u stołu; miejsce Bernardyna Po prawej stronie męża ma Podkomorzyna. Sędzia, kiedy już gości jak trzeba ustawił, Żegnając po łacinie, stół pobłogosławił; Mężczyznom dano wódkę; za czym wszyscy siedli I chłodnik zabielany milcząc żwawo jedli.
Po chłodniku szły raki, kurczęta, szparagi, W towarzystwie kielichów węgrzyna, malagi; Jedzą, piją, a milczą wszyscy. Nigdy pono, Od czasu jako mury zamku podźwigniono, Który uraczał hojnie tylu szlachty bratów, Tyle wesołych słyszał i odbił wiwatów, Nie pamiętano takiej posępnej wieczerzy; Tylko pukanie korków i brzęki talerzy Odbijała zamkowa sień wielka i pusta: Rzekłbyś, iż zły duch gościom zasznurował usta.
Mnogie były powody milczenia: Myśliwi Powrócili z ostępu dosyć gadatliwi; Lecz gdy zapał ochłonął, myśląc nad obławą, Postrzegają, że wyszli z niej nie z wielką sławą: Trzebaż było, ażeby jeden kaptur popi, Wyrwawszy się Bóg wie skąd, jak Filip z konopi, Przepisał wszystkich strzelców powiatu? O wstydzie! Cóż o tem będą gadać w Oszmianie i Lidzie, Które od wieków walczą z tutejszym powiatem O pierwszeństwo w strzelectwie; myślili więc nad tem.
Zaś Asesor i Rejent, prócz wspólnych niechęci, Świeżą hańbę swych chartów mieli na pamięci. W oczach im stoi niecny kot, skoki wyciąga I omykiem spod gaju kiwając, urąga, I tym omykiem ćwiczy po sercach jak biczem. Siedzieli z pochylonem ku misie obliczem. Asesor nowe jeszcze miał powody żalów,