Toż K r ó 1 i k i e m Dobrzyńscy mianują go sami, A Litwini nazwali M a ć k i e m n a d M a ć k a m i.
Jak on nad Dobrzyńskimi, dom jego nad siołem Panował, stojąc między karczmą i kościołem. Widać rzadko zwiedzany, mieszka w nim hołota, Bo brama sterczy bez wrot, ogrody bez płota, Nie zasiane, na grzędach już porosły brzozki; Przecież ten folwark zdał się być stolicą wioski, Iż kształtniejszy od innych chat, bardziej rozległy, I prawą stronę, gdzie jest świetlica, miał z cegły. Obok lamus, spichrz, gumno, obora i stajnie, Wszystko w kupie, jak bywa u szlachty zwyczajnie.
Wszystko nadzwyczaj stare, zgniłe; domu dachy Świeciły się, jak gdyby od zielonej blachy, Od mchu i trawy, która buja jak na łące. Po strzechach gumien - niby ogrody wiszące Różnych roślin: pokrzywa i krokos czerwony, Żółta dziewanna, szczyru barwiste ogony, Gniazda ptastwa różnego, w strychach gołębniki, W oknach gniazda jaskółcze, u progu króliki Białe skaczą i ryją w niedeptanej darni. Słowem, dwór na kształt klatki albo królikarni.
A dawniej był obronny! Pełno wszędzie śladów, Że wielkich i że częstych doznawał napadów. Pod bramą dotąd w trawie, jak dziecięca głowa Wielka, leżała kula żelazna działowa Od czasów szwedzkich; niegdyś skrzydło wrót otwarte Bywało o tę kulę jak o głaz oparte. Na dziedzińcu spomiędzy piołunu i chwastu Wznoszą się stare szczęty krzyżów kilkunastu Na ziemi nieświęconej; znak, że tu chowano Poległych śmiercią nagłą i niespodziewaną. Kto by uważał z bliska lamus, spichrz i chatę, Ujrzy ściany od ziemi do szczytu pstrokate Niby rojem owadów czarnych; w każdej plamie Siedzi we środku kula jak trzmiel w ziemnej jamie.
U drzwi domostwa wszystkie klamki, ćwieki, haki, Albo ucięte, albo noszą szabel znaki: Pewnie tu probowano hartu zygmuntówek, Któremi można śmiało ćwieki obciąć z główek Lub hak przerżnąć, w brzeszczocie nie zrobiwszy szczerby. Nade drzwiami Dobrzyńskich widne były herby; Lecz armaturę - serów zasłoniły pułki