Może Maciej zbyt wojnę lubił; zwyciężony W jednej stronie, znów bitwy szukał z drugiej strony? Może, bystry polityk, duch czasu zbadywał I tam szedł, gdzie Ojczyzny dobro upatrywał? Kto wie! To pewna, że go nigdy nie uwiodły Ani chęć osobistej chwały, ni zysk podły, I że nigdy z moskiewską partyją nie trzymał; Na sam widok Moskala pienił się i zżymał. By nie spotkać Moskala, po kraju zaborze Siedział w domu, jak niedźwiedź, gdy ssie łapę w borze.
Ostatni raz wojował, poszedłszy z Ogińskim Do Wilna, gdzie służyli oba pod Jasińskim. I tam z Rózeczką cudów dokazał odwagi. Wiadomo, że sam jeden skoczył z wałów Pragi Bronić pana Pocieja, który, odbieżany Na placu boju, dostał dwadzieścia trzy rany. Myślano długo w Litwie, że obu zabito; Wrócili oba, każdy pokłuty jak sito. Pan Pociej, zacny człowiek, chciał zaraz po wojnie Obrońcę Dobrzyńskiego wynagrodzić hojnie, Dawał mu folwark pięciu dymów w dożywocie I wyznaczył mu rocznie tysiąc złotych w złocie. Lecz Dobrzyński odpisał: "Niech Pociej Macieja, A nie Maciej Pocieja ma za dobrodzieja". Odmówił więc folwarku i nie przyjął płacy; Sam wróciwszy do domu, żył z własnej rąk pracy, Sprawując ule dla pszczół, lekarstwa dla bydła, Szląc na targ kuropatwy, które łowił w sidła, I polując na zwierza.
Było dość w Dobrzynie Starych ludzi roztropnych, którzy po łacinie Umieli i w palestrze ćwiczyli się z młodu; Było dość majętniejszych; a z całego rodu Maciek, prostak ubogi, był najwięcej czczony, Nie tylko jako rębacz Rózeczką wsławiony, Lecz jako człek mądrego i pewnego zdania, Znający dzieje kraju, rodziny podania, Zarówno świadom prawa, jak i gospodarstwa. Wiedział także sekreta strzelców i lekarstwa, Przyznawano mu nawet (czemu pleban przeczy) Wiadomość nadzwyczajnych i nadludzkich rzeczy. To pewna, że powietrza zmiany zna dokładnie I częściej niż kalendarz gospodarski zgadnie. Nie dziw tedy, że czy to siejbę rozpoczynać, Czy wiciny wyprawiać, czy zboże zażynać,