Czy procesować, czyli zawierać układy, Nie działo się w Dobrzynie nic bez Maćka rady.
Wpływu takiego starzec bynajmniej nie szukał, Owszem, chciał się go pozbyć, klijentów swych fukał I najczęściej wypychał milczkiem za drzwi domu, Rady rzadko udzielał i nie lada komu, Ledwie w niezmiernie ważnych sporach lub umowach Pytany wyrzekł zdanie, i w niewielu słowach. Myślano, że dzisiejszej podejmie się sprawy I stanie swą osobą na czele wyprawy; Bo bijatykę lubił niezmiernie za młodu I był nieprzyjacielem moskiewskiego rodu.
Właśnie staruszek chodził po samotnym dworze, Nucąc piosenkę: "Kiedy ranne wstają zorze", Rad, że się wypogadza; mgła nie szła do góry, Jak się dziać zwykło, kiedy zbierają się chmury, Ale coraz spadała; wiatr rozwinął dłonie I mgłę muskał, wygładzał, rozściełał na błonie; Tymczasem słonko z góry tysiącem promieni Tło przetyka, posrebrza, wyzłaca, rumieni. Jak para mistrzów w Słucku lity pas wyrabia: Dziewica, siedząc w dole, krośny ujedwabia I tło ręką wygładza, tymczasem tkacz z góry Zrzuca jej nitki srebra, złota i purpury, Tworząc barwy i kwiaty - tak dziś ziemię całą Wiatr tumanami osnuł, a słońce dzierżgało.
Maciej ogrzał się słońcem, zakończył pacierze I już się do swojego gospodarstwa bierze. Wyniósł traw, liścia; usiadł przed domem i świsnął: Na ten świst rój królików spod ziemi wytrysnął. Jako narcyzy nagle wykwitłe nad trawę, Bielą się długie słuchy; pod nimi jaskrawe Przeświecają się oczki jak krwawe rubiny Gęsto wszyte w aksamit zielonej darniny. Już króliki na łapkach stoją, każdy słucha, Patrzy, na koniec cała trzódka białopucha Bieży do starca, liśćmi kapusty znęcona, Do nóg mu, na kolana skacze, na ramiona; On, sam biały jak królik, lubi ich gromadzić Wkoło siebie i ręką ciepły ich puch gładzić, A drugą ręką z czapki proso w trawę miota Dla wróblów; spada z dachów krzykliwa hołota.
Gdy się staruszek bawił widokiem biesiady, Nagle króliki znikły w ziemi, a gromady