Zabić... - A asesory? a sprawnik? a turma? Bo w wiosce u Soplicy jest żołnierzy hurma, Wszystko jegry! Asesor w domu; tylko świśnie, Tak wraz przymaszerują, stoją jak umyślnie. A co będzie? A jeśli czekacie Francuza, To Francuz jest daleko jeszcze, droga duża. Ja Żyd, o wojnach nie wiem, a byłem w Bielicy I widziałem tam żydków od samej granicy; Słychać, że Francuz stoi nad rzeką Łososną, A wojna jeśli będzie, to chyba aż wiosną.
Nu, mówię tak: czekajcie; wszak dwór Soplicowa Nie budka kramna, co się rozbierze, w wóz schowa I pojedzie - dwór jak stał, do wiosny stać będzie; A pan Sędzia to nie jest żydek na arendzie, Nie uciecze, to jego można znaleźć wiosną; A teraz rozejdźcie się, a nie gadać głośno O tem, co było, bo to gadać, to daremno! A czyja łaska Panów Szlachty, proszę ze mną. Moja Siora powiła małego Jankielka, Ja dziś traktuję wszystkich, a muzyka wielka! Każę przynieść kozicę, basetlę, dwie skrzypiec, A pan Maciej Dobrodziej lubi stary lipiec I nowego mazurka; mam nowe mazurki, A wyuczyłem śpiewać fein moje bachurki".
Wymowa lubionego powszechnie Jankiela Trafiała do serc; powstał krzyk, oklask wesela, Szmer przyzwolenia nawet za domem się szerzył, Gdy Gerwazy w Jankiela Scyzorykiem zmierzył. Żyd skoczył, wpadł w tłum; Klucznik wołał: "Precz stąd, Żydzie! Nie tkaj palców między drzwi, nie o ciebie idzie! Panie Prusak! że Waszeć sędziowską handlujesz Parą wicin mizernych, to już zań gardłujesz? Zapomniałeś, Mopanku, że ojciec WaszĂŠcin Spławiał do Prus dwadzieście Horeszkowskich wicin? Stąd się zbogacił i on, i jego rodzina; Ba, nawet wszyscy, ilu was tu jest z Dobrzyna. Bo pamiętacie, starzy, słyszeliście młodzi, Że Stolnik był was wszystkich ojciec i dobrodziĂŠj: Kogoż on komisarzem słał do swych dóbr pińskich? Dobrzyńskiego! Rachmistrzów kogo miał? Dobrzyńskich! Marszałkostwa, kredensu nie zwierzał nikomu, Tylko Dobrzyńskim: pełno Dobrzyńskich miał w domu! On forytował wasze w trybunałach sprawy,