Treść: Zbawienne rady Bartka, zwanego Prusak - Głos żołnierski Maćka Chrzciciela - Głos polityczny pana Buchmana - Jankiel radzi ku zgodzie, którą Scyzoryk rozcina - Rzecz Gerwazego, z której okazują się wielkie skutki wymowy sejmowej - Protestacja starego Maćka - Nagłe przybycie posiłków wojennych zrywa naradę - Hejże na Soplice!
Z kolei Bartek poseł rzecz swą wyprowadzał; Ten, że często na strugach do Królewca chadzał, Nazwany był Prusakiem od swych spółrodaków Przez żart, bo nienawidził okropnie Prusaków, Choć lubił o nich gadać; człek podeszły w lata, W podróżach swych dalekich wiele zwiedził świata; Gazet pilny czytelnik, polityki świadom, Mógł więc niemało światła udzielić obradom. Ten tak rzecz kończył:
"Nie jest to, Panie Macieju, Bracie mój, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju, Nie jest to marna pomoc. Ja bym na Francuzów Spuścił się w czasie wojny jak na czterech tuzów: Lud bitny, a od czasów pana Tadeusza Kościuszki świat takiego nie miał genijusza Wojennego jak wielki Cesarz Bonaparte.
Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę, Bawiłem za granicą wtenczas, w roku Pańskim Tysiącznym osimsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem Handlowałem, a krewnych mam wielu w Poznańskiem. Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem Grabowskim, który teraz jest rejmentu szefem, A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza, Polowaliśmy sobie na małego źwierza. Był pokój w Wielko - Polszcze, jak teraz na Litwie; Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie; Przybiegł do nas posłaniec od pana Todwena, Grabowski list przeczytał, krzyknął: Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana, Dziękując Panu Bogu.
Do miasta jedziemy Niby dla interesu, niby nic nie wiemy, Aż tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty, Komisarze i wszystkie podobne psubraty Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje, Jako owad prusaczy, gdy wrzątkiem kto zleje. My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie O nowinki? pytamy, co słychać o Jenie?