Niech słowo jeszcze raz z ust twych usłyszę, Niech je w sercu wyryję i w myśli zapiszę; Przebaczę łacniej, chociaż przestaniesz mnie kochać, Pomnąc, jakeś mnie kochał..." - I zaczęła szlochać.
Tadeusz, widząc, że tak płacze i tak błaga Czule, i tylko takiej drobnostki wymaga, Wzruszył się, przejęły go szczery żal i litość, I jeżeliby badał serca swego skrytość, Może by się w tej chwili i sam nie dowiedział, Czyli ją kochał, czy nie. - Więc żywo powiedział: "Telimeno, bogdaj mnie jasny piorun ubił, Jeśli nieprawda, żem cię, dalbóg, bardzo lubił Czy kochał; krótkie z sobą spędziliśmy chwile, Ale one mnie przeszły tak słodko, tak mile, Że będą długo, zawsze myśli mej przytomne, I dalibógże, nigdy ciebie nie zapomnę".
Telimena skoczywszy padła mu na szyję: "Tegom się spodziewała, kochasz mnie, więc żyję! Bo dzisiaj miałam dni me własną ręką skrócić! Gdy mnie kochasz, mój drogi, czyż możesz mnie rzucić? Tobie oddałam serce, oddam ci majątek, Pójdę za tobą wszędzie; każdy świata kątek Będzie mnie z tobą miły! Z najdzikszej pustyni Miłość, wierzaj mi, ogród rozkoszy uczyni".
Tadeusz, wydarłszy się z objęcia przemocą: "Jak to? - rzekł - czyś z rozumu obrana? gdzie? po co? Jechać ze mną? Ja, będąc sam prostym żołnierzem, Włóczyć, czy markietankę?" "To my się pobierzem" - Rzekła mu Telimena. "Nie, nigdy! - zawoła Tadeusz. Ja żenić się nie mam teraz zgoła Zamiaru ni kochać się - fraszki! dajmy pokój! Proszę cię, moja droga, rozmyśl się! uspokój! Ja jestem tobie wdzięczen, ale niepodobna Żenić się, kochajmy się, ale tak - z osobna. Zostać dłużej nie mogę; nie, nie, jechać muszę, Bądź zdrowa, Telimeno moja, jutro ruszę".
Rzekł, nasuwał kapelusz, odwracał się bokiem, Chcąc iść; lecz go wstrzymała Telimena okiem I twarzą, jak Meduzy głową; musiał zostać Mimowolnie; poglądał z trwogą na jej postać, Stała blada, bez ruchu, bez tchu i bez życia! Aż wyciągając rękę jak miecz do przebicia,