Co mnie mówiono niegdyś, małemu dziecięciu, Pamiętam, choć nie miałem wówczas lat dziesięciu, Kiedy widziałem w domu naszym nieboszczyka Sapiehę, pancernego znaku porucznika, Co potem był nadwornym marszałkiem królewskim, Na koniec umarł wielkim kanclerzem litewskim, Miawszy lat sto i dziesięć. Ten, za króla Jana Trzeciego był pod Wiedniem w chorągwi hetmana Jabłonowskiego; owoż ów kanclerz powiadał, Że właśnie kiedy na koń król Jan Trzeci siadał, Gdy nuncjusz papieski żegnał go na drogę, A poseł austryjacki całował mu nogę, Podając strzemię (poseł zwał się Wilczek hrabia), Król krzyknął: Spójrzą, alić nad głowy suwał się kometa Drogą, jaką ciągnęły wojska Mahometa: Z wschodu na zachód; potem i ksiądz Bartochowski, Składając panegiryk na tryumf krakowski, Pod godłem Orientis Fulmen, prawił wiele O tym komecie; także czytam o nim w dziele Pod tytułem Janina, gdzie jest opisana Cała wyprawa króla nieboszczyka Jana I wyryta chorągiew wielka Mahometa, I ów taki, jak dziś go widzimy, kometa".
"Amen - rzekł na to Sędzia - ja wróżbę Waszeci Przyjmuję; oby z gwiazdą zjawił się Jan Trzeci! Jest na zachodzie wielki dziś bohater; może Kometa go przywiedzie do nas; co daj Boże!"
Na to rzekł Wojski, głowę pochyliwszy smutnie: "Kometa czasem wojny, czasem wróży kłótnie! Niedobrze, iż się zjawił tuż nad Soplicowem: Może nam grozi jakiem nieszczęściem domowem. Mieliśmy wczora dosyć rozterku i zwady, Tak w czasie polowania, jako i biesiady, Rejent kłócił się z rana z panem Asesorem, A pan Tadeusz wyzwał Hrabiego wieczorem. Pono spór ten ze skóry niedźwiedziej pochodził; I gdyby mnie Dobrodziej Sędzia nie przeszkodził, Ja bym u stołu obu przeciwników zgodził. Bo chciałem opowiedzieć wypadek ciekawy, Podobny do zdarzenia wczorajszej wyprawy, Co trafił się najpierwszym strzelcom za mych czasów, Posłowi Rejtanowi i księciu Denassów. Przypadek był takowy:
Jenerał Podolskich Ziem przejeżdżał z Wołynia do swoich dóbr polskich,