Ten wariat Hrabia! słyszę, pobiegł do Dobrzyna! Nie mogłem go uprzedzić, ważna w tym przyczyna: Stary Maciek mnie poznał, a jeśli odkryje, Potrzeba będzie oddać pod Scyzoryk szyję. Nic Klucznika nie wstrzyma! mniejsza o mą głowę, Lecz tym odkryciem spisku zerwałbym osnowę.
Przecież dziś tam być muszę! widzieć, co się dzieje, Choćbym zginął; beze mnie szlachta oszaleje! Bądź zdrów, najmilszy bracie, bądź zdrów, śpieszyć muszę. Jeśli zginę, ty jeden westchniesz za mą duszę; W przypadku wojny tobie cała tajemnica Wiadoma; kończ, com zaczął, pomnij, żeś Soplica!"
Tu Ksiądz łzy otarł, habit zapiął, kaptur włożył I okienicę tylną po cichu otworzył, Widać było, że oknem do ogrodu skakał; Sędzia, zostawszy jeden, siadł w krześle i płakał.
Chwilę czekał Tadeusz, nim w klamkę zadzwonił; Otworzono mu; cicho wszedł, nisko się skłonił: "Stryjaszku Dobrodzieju - rzekł - ledwie dni kilka Przebawiłem tu, dni te minęły jak chwilka; Nie miałem czasu z twoim domem się nacieszyć I z tobą, a odjeżdżać muszę, muszę śpieszyć Zaraz, dzisiaj, Stryjaszku, a jutro najdalĂŠj: Wszak pamiętacie, żeśmy Hrabiego wyzwali. Bić się z nim to rzecz moja, posłałem wyzwanie, W Litwie jest zakazane pojedynkowanie, Jadę więc na granicę Warszawskiego Księstwa; Hrabia, prawda, fanfaron, lecz mu nie brak męstwa, Na miejsce naznaczone zapewne się stawi, Rozprawim się; a jeśli Bóg pobłogosławi, Ukarzę go, a potem za Łososny brzegi Przepłynę, gdzie mnie bratnie czekają szeregi. Słyszałem, że mi ojciec testamentem kazał Służyć w wojsku, a nie wiem, kto testament zmazał".
"Mój Tadeuszku - rzekł stryj - czy Waszeć kąpany W gorącej wodzie, czy też kręcisz jak lis szczwany, Co indziej kitą wije, a sam indziej bieży? Wyzwaliśmy, zapewne, i bić się należy. Ale jechać dziś, skądżeś Waszeć tak się zaciął? Przed pojedynkiem zwyczaj jest posłać przyjacioł, Układać się, wszak Hrabia może nas przeprosić, Deprekować; czekaj Waść, czasu jeszcze dosyć.