- klp.pl bez reklam, 30 dni tylko 1,22 zł. Zamów teraz!
Przed burzą bywa chwila cicha i ponura, Kiedy nad głowy ludzi przyleciawszy chmura Stanie i grożąc twarzą, dech wiatrów zatrzyma, Milczy, obiega ziemię błyskawic oczyma, Znacząc te miejsca, gdzie wnet ciśnie grom po gromie: Tej ciszy chwila była w Soplicowskim domie. Myśliłbyś, że przeczucie nadzwyczajnych zdarzeń Ścięło usta i wzniosło duchy w kraje marzeń.
Po wieczerzy i Sędzia, i goście ze dworu Wychodzą na dziedziniec używać wieczoru; Zasiadają na przyzbach wysłanych murawą; Całe grono z posępną i cichą postawą Pogląda w niebo, które zdawało się zniżać, Ścieśniać i coraz bardziej ku ziemi przybliżać, Aż oboje, skrywszy się pod zasłonę ciemną Jak kochankowie, wszczęli rozmowę tajemną, Tłumacząc swe uczucia w westchnieniach tłumionych, Szeptach, szmerach i słowach na wpół wymówionych, Z których składa się dziwna muzyka wieczoru.
Zaczął ją puszczyk, jęcząc na poddaszu dworu; Szepnęły wiotkiem skrzydłem niedoperze, lecą Pod dom, gdzie szyby okien, twarze ludzi świecą; Niżej zaś - niedoperzów siostrzyczki, ćmy, rojem Wiją się, przywabione białym kobiet strojem. Mianowicie przykrzą się Zosi, bijąc w lice I w jasne oczki, które biorą za dwie świĂŠce. Na powietrzu owadów wielki krąg się zbiera, Kręci się, grając jako harmoniki sfera; Ucho Zosi rozróżnia wśród tysiąca gwarów Akord muszek i półton fałszywy komarów.
W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty; Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty. Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki, Już mu z dala wtórują z bagien basem bąki, Już bekasy do góry porwawszy się wiją I bekając raz po raz jak w bębenki biją.