Przeciw tej fali płynie, schyla się do ziemi I nurkuje pomiędzy trawami gęstemi Środkiem dziedzińca, aż tam, gdzie rosła pokrzywa, Zasadza się, a Saka gestami przyzywa.
Sak, broniąc dworu, stanął z szturmakiem u proga, Bo w tym dworze mieszkała jego Zosia droga, Od której choć w zalotach został pogardzony, Kochał ją zawsze, zginąć rad dla jej obrony.
Już szereg jegrów w marszu na pokrzywę wkracza, Gdy Konew ruszył cyngla i z paszczy garłacza Tuzin kul rozsiekanych puszcza śród Moskali; Sak puszcza drugi tuzin, jegry się zmięszali. Przerażony zasadzką szereg w kłąb się zwija, Cofa się, rzuca rannych; Chrzciciel ich dobija.
Stodoła już daleko; bojąc się odwodu Długiego, Ryków skoczył pod parkan ogrodu, Tam pierzchającą rotę zatrzymuje w biegu, Szykuje, lecz szyk zmienia: z jednego szeregu Robi trójkąt, klin ostry wystawując z przodu, A dwa boki opiera o parkan ogrodu. Dobrze zrobił, bo jazda nań od zamku wali.
Hrabia, który był w zamku pod strażą Moskali, Gdy pierzchła straż zlękniona, dworzan na koń wsadził I słysząc strzały, w ogień jazdę swą prowadził, Sam na czele, z żelazem nad głowę wzniesionem. Wtem Ryków krzyknął: "Ognia pół batalijonem!" Przeleciała po zamkach wzdłuż nitka ognista I z czarnych rur wytkniętych świsnęło kul trzysta. Trzech jezdnych padło rannych, jeden trupem leży. Padł koń Hrabi, spadł Hrabia; Klucznik krzycząc bieży Na ratunek, bo widzi: jegry na cel wzięli Ostatniego z Horeszków, chociaż po kądzieli. Robak był bliższy, Hrabię ciałem swym zakrywa, Dostał za niego postrzał, spod konia dobywa, Uprowadza; a szlachcie każe się rozstąpić, Lepiej mierzyć, postrzałów nadaremnych skąpić, Kryć się za płoty, studnię, za ściany obory; Hrabia z jazdą ma czekać sposobniejszej pory.
Plany Robaka pojął i wykonał cudnie Tadeusz; stał ukryty za drewnianą studnię; A że trzeźwy i dobrze strzelał z dubeltówki (Mógł trafić do rzuconej w powietrze złotówki), Okropnie razi Moskwę, starszyznę wybiera: