Sam pada i podbija Gerwazemu nogę. Upadli, właśnie kiedy pluton ognia dawał; Ledwie ołów prześwisnął, już Gerwazy wstawał, Już wskoczył w dym; dwom jegrom zaraz głowy zmiata. Uciekają strwożeni, Klucznik goni, płata; Oni biegną dziedzińcem, Gerwazy ich torem; Wpadają we drzwi gumna stojące otworem, I Gerwazy do gumna na ich karkach wjechał, Zniknął w ciemności, ale bitwy nie zaniechał, Bo przeze drzwi jęk słychać, wrzask i gęste razy. Wkrótce ucichło wszystko; wyszedł sam Gerwazy Z mieczem krwawym.
Już szlachta odzierżyła pole, Porozpędzanych jegrów ściga, rąbie, kole; Ryków sam został, krzyczy, że broni nie złoży, Bije się, gdy ku niemu podszedł Podkomorzy I wznosząc karabelę, rzekł poważnym tonem: "Kapitanie! nie splamisz czci twojej pardonem, Dałeś proby, rycerzu nieszczęsny, lecz mężny, Twojej odwagi; porzuć opór niedołężny, Złóż broń, nim cię naszymi szablami rozbroim; Zachowasz życie i cześć, jesteś więźniem moim!"
Ryków, Podkomorzego zwalczony powagą, Skłonił się i oddał mu swoję szpadę nagą, Skrwawioną po rękojeść, i rzekł: "Lachy braty! Oj, biada mnie, żem nie miał choć jednej armaty! Dobrze mówił Suworow: Cóż! jegry byli pjani, Major pić pozwolił! Och, major Płut, on dzisiaj bardzo poswawolił! On odpowie przed carem, bo on miał komendę, Ja, Panie Podkomorzy, wasz przyjaciel będę. Ruskie przysłowie mówi: Kto się mocno lubi, Ten, Panie Podkomorzy, i mocno się czubi. Wy dobrzy do wypitki, dobrzy do wybitki, Ale przestańcie robić nad jegrami zbytki".
Podkomorzy, słysząc to, karabelę wznasza I przez Woźnego pardon powszechny ogłasza, Każe rannych opatrzyć, z trupów czyścić pole, A jegrów rozbrojonych prowadzić w niewolę. Długo szukano Płuta; on, w krzaku pokrzywy Zarywszy się głęboko, leżał jak nieżywy; Wyszedł wreszcie, ujrzawszy, że było po bitwie.