Nad rozkuciem Dobrzyńskich, rozrywają kłody; Widząc to jegry za broń porywają, biegą; Sierżant, wpadłszy, bagnetem przebił Podhajskiego, Dwóch drugich szlachty zranił, do trzeciego strzela, Uciekają; było to przy kłodzie Chrzciciela.
Ten już miał ręce wolne, gotowe ku walce: Wstał, podniósł dłoń i zwinął w kłębek długie palce, I z góry tak uderzył w grzbiet Rosyjanina, Że twarz jego i skroń wbił w zamek karabina. Trzasł zamek, lecz zalany krwią proch już nie spalił; Sierżant u nóg Chrzciciela na swą broń się zwalił. Chrzciciel schyla się, chwyta karabin za rurę I wijąc jak kropidłem, podnosi go w górę, Robi młynka, dwóch zaraz szeregowych zwala Po ramionach i w głowę ugadza kaprala; Reszta zlękła od kłody cofa się z przestrachem: Tak Kropiciel ruchomym nakrył szlachtę dachem.
Zaczem rozbito kłodę, rozcięto powrozy, Szlachta już wolna wpada na kwestarskie wozy, Z nich dobywa rapiery, pałasze, tasaki, Kosy, strzelby; Konewka znalazł dwa szturmaki I worek kul; wsypał je do swego szturmaka, Drugi, równie nabiwszy, ustąpił dla Saka.
Jegrów więcej przybywa, mieszają się, tłuką; Szlachta w zgiełku nie może ciąć krzyżową sztuką, Jegry nie mogą strzelać, już walczą wręcz, z bliska - Już stal, ząb za ząb o stal porwawszy się, pryska, Bagnet o szablę, kosa o gifes się łamie, Pięść spotyka się z pięścią i z ramieniem ramię.
Lecz Ryków z częścią jegrów pobiegł, gdzie stodoła Tyka płotów; tam staje, na żołnierzy woła, Ażeby zaprzestali bitwę tak bezładną, Gdzie nie używszy broni, pod pięściami padną. Gniewny, że sam nie może dać ognia, bo w tłumie Moskalów od Polaków rozróżnić nie umie, Woła: "Stroj się!" (co znaczy: formuj się do szyku), Ale komendy jego nie słychać śród krzyku.
Stary Maciek, do ręcznych zapasów niezdolny, Rejterował się, czyniąc przed sobą plac wolny Na prawo i na lewo; tu końcem szablicy Uciera bagnet z rury jako knot ze świĂŠcy; Tam machnąwszy na odlew, ścina albo kole.