Na wieży, czy jemiołę oberwać na dębie, Czyli z najwyższej sosny złupić wronie gniazdo, Wszystko umiał; myśliłem: pod szczęśliwą gwiazdą Urodził się ten chłopiec; szkoda, że Soplica! Któż by zgadł, że w nim zamku powitam dziedzica, Męża panny Zofiji, mej Wielmożnej Pani!"
Tu skończyli rozmowę, piją zadumani, Słychać tylko niekiedy te krótkie wyrazy: "Tak, tak, Panie Gerwazy". - "Tak, Panie Protazy".
Przyzba tykała kuchni, której okna stały Otworem i dym jako z pożaru buchały, Aż z kłębów dymu, niby biała gołębica, Mignęła świecąca się kuchmistrza szlafmyca. Wojski przez okno kuchni, ponad starców głowy Wytknąwszy głowę, milczkiem słuchał ich rozmowy I podał im nareszcie filiżanki spodek Pełen biszkoktów, mówiąc: "Zakąście wasz miodek. A ja wam też opowiem historią ciekawą Sporu, który miał bitwą zakończyć się krwawą, Gdy polujący w głębi nalibockich lasów Rejtan wypłatał sztukę książęciu Denassów. Tej sztuki omal własnem nie przypłacił zdrowiem; Jam kłótnię panów zgodził, jak to wam opowiem".
Ale Wojskiego powieść przerwali kucharze Pytając, komu serwis ustawiać rozkaże.
Wojski odszedł, a starcy, zaczerpnąwszy miodu, Zadumani zwrócili oczy w głąb ogrodu, Gdzie ów dorodny ułan rozmawiał z panienką. Właśnie ułan ująwszy jej dłoń lewą ręką (Prawą miał na temlaku, widać, że był ranny), Z takiemi odezwał się słowami do panny:
"Zofijo, musisz to mnie koniecznie powiedzieć, Nim zamienim pierścionki, muszę o tem wiedzieć. I cóż, że przeszłej zimy byłaś już gotowa Dać słowo mnie? Ja wtenczas nie przyjąłem słowa: Bo i cóż mi po takiem wymuszonem słowie? Wtenczas bawiłem bardzo krótko w Soplicowie; Nie byłem taki próżny, ażebym się łudził, Żem jednem mem spójrzeniem miłość w tobie wzbudził. Ja nie fanfaron; chciałem mą własną zasługą Zyskać twe względy, choćby przyszło czekać długo. Teraz jesteś łaskawa twe słowo powtórzyć; Czymże na tyle łaski umiałem zasłużyć?