Raczyła się obrócić; dziewczyna wstydliwa Obraca się, lecz oczy rękami zakrywa. Tadeusz patrzył wesoł i zacierał ręce.
Czy ktoś Zosi poradził wyjść w takiej sukience, Czy instynktem wiedziała (bo dziewczyna zgadnie Zawsze instynktem, co jej do twarzy przypadnie), Dosyć, że Zosia pierwszy raz w życiu dziś z rana Była od Telimeny za upor łajana, Nie chcąc modnego stroju, aż wymogła płaczem, Że ją tak zostawiono, w ubraniu prostaczem.
Spodniczkę miała długą, białą; suknię krótką Z zielonego kamlotu, z różową obwódką; Gorset także zielony, różowemi wstęgi Od łona aż do szyi sznurowany w pręgi; Pod nim pierś jako pączek pod listkiem się tuli. Od ramion świecą białe rękawy koszuli, Jako skrzydła motyle do lotu wydęte, U dłoni skarbowane i wstążką opięte; Szyja także koszulką obciśniona wąską, Kołnierzyk zadzierzgniony różową zawiązką; Zauszniczki wyrznięte sztucznie z pestek wiszni, Których się wyrobieniem Sak Dobrzyński pyszni (Były tam dwa serduszka z grotem i płomykiem, Dane dla Zosi, gdy Sak był jej zalotnikiem); Na kołnierzyku wiszą dwa sznurki bursztynu, Na skroniach zielonego wianek rozmarynu. Wstążki warkoczów Zosia rzuciła na barki, A na czoło włożyła zwyczajem żniwiarki Sierp krzywy, świeżem żęciem traw oszlifowany, Jasny jak nów miesięczny nad czołem Dyjany.
Wszyscy chwalą, klaskają. Jeden z oficerów Dobył z kieszeni portefeuille z plikami papierów, Rozłożył je, ołówek przyciął, w ustach zmoczył, Patrzy w Zosię, rysuje. Ledwie Sędzia zoczył Papiery i ołówki, poznał rysownika, Choć go bardzo odmienił mundur pułkownika, Bogate szlify, mina prawdziwie ułańska I wąsik poczerniony, i bródka hiszpańska. Sędzia poznał: "Jak się masz, mój Jaśnie Wielmożny Hrabio? I w ładownicy masz twój sprzęt podróżny Do malarstwa!" - W istocie był to Hrabia młody, Niedawny żołnierz, lecz że wielkie miał dochody I swoim kosztem cały pułk jazdy wystawił, I w pierwszej zaraz bitwie wybornie się sprawił,