Półk za półkiem, a środkiem, jak stopione śniegi, Płyną drogami kute żelazem szeregi; Z lasów czernią się czapki, rzęd bagnetów błyska, Roją się niezliczone piechoty mrowiska.
Wszyscy na północ! Rzekłbyś, że wonczas z wyraju Za ptastwem i lud ruszył do naszego kraju, Pędzony niepojętą, instynktową mocą.
Konie, ludzie, armaty, orły dniem i nocą Płyną; na niebie górą tu i ówdzie łuny, Ziemia drży, słychać, biją stronami pioruny. -
Wojna! wojna! Nie było w Litwie kąta ziemi, Gdzie by jej huk nie doszedł; pomiędzy ciemnemi Puszczami chłop, którego dziady i rodzice Pomarli nie wyjrzawszy za lasu granice, Który innych na niebie nie rozumiał krzyków Prócz wichrów, a na ziemi prócz bestyi ryków, Gości innych nie widział oprócz spółleśników - Teraz widzi: na niebie dziwna łuna pała, W puszczy łoskot, to kula od jakiegoś działa, Zbłądziwszy z pola bitwy, dróg w lesie szukała, Rwąc pnie, siekąc gałęzie. Żubr, brodacz sędziwy, Zadrżał we mchu, najeżył długie włosy grzywy, Wstaje na wpół, na przednich nogach się opiera I potrząsając brodą, zdziwiony spoziera Na błyskające nagle między łomem zgliszcze: Był to zbłąkany granat, kręci się, wre, świszcze, Pękł z hukiem jakby piorun; żubr pierwszy raz w życiu Zląkł się i uciekł w głębszem schować się ukryciu.
Bitwa! gdzie? w której stronie? - pytają młodzieńce, Chwytają broń; kobiety wznoszą w niebo ręce; Wszyscy, pewni zwycięstwa, wołają ze łzami: "Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!"
O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju, Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju! O wiosno! kto cię widział, jak byłaś kwitnąca Zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca, Obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna! Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna! Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu.
Soplicowo leżało tuż przy wielkiej drodze, Którą od strony Niemna ciągnęli dwaj wodze: Nasz Książę Józef i król westfalski Hieronim.