Już z rozkazu Sędziego pleban stał na stole I ogłaszał włościanom Tadeusza wolę.
Zaledwie usłyszeli nowinę poddani, Skoczyli do panicza, padli do nóg pani, "Zdrowie Państwu naszemu!" - ze łzami krzyknęli; Tadeusz krzyknął: "Zdrowie Spółobywateli, Wolnych, równych, Polaków!"
"Wnoszę Ludu zdrowie!" - Rzekł Dąbrowski; lud krzyknął: "Niech żyją Wodzowie, Wiwat Wojsko!" "Wiwat Lud, wiwat wszystkie Stany!" Tysiącem głosów zdrowia grzmiały na przemiany.
Tylko Buchman radości podzielać nie raczył, Pochwalał projekt, lecz go rad by przeinaczył, A naprzód komisyją legalną wyznaczył, Która by... Krótkość czasu była na zawadzie, Że nie stało się zadość Buchmanowej radzie.
Bo na dziedzińcu zamku już stali parami Oficery z damami, wiara z wieśniaczkami: "Poloneza!" - krzyknęli wszyscy w jedno słowo. Oficerowie wiodą muzykę wojskową; Ale pan Sędzia w ucho rzekł do Jenerała: "Każ Pan, żeby się jeszcze kapela wstrzymała; Wiesz, że dzisiaj synowca mego zaręczyny, A dawnym obyczajem jest naszej rodziny Zaręczać się i żenić przy wiejskiej muzyce. Patrz, stoi cymbalista, skrzypak i kozice; Poczciwi muzykanci - już się skrzypak zżyma, A kobeźnik kłania się i żebrze oczyma; Jeżeli ich odprawię, biedni będą płakać; Lud przy innej muzyce nie potrafi skakać; Niechaj ci zaczną, niech się i lud podweseli, Potem będziem wybornej twej słuchać kapeli". Dał znak.
Skrzypak u sukni zakasał rękawek, Ścisnął gryf krzepko, oparł brodę o podstawek I smyk jak konia w zawód puścił po skrzypicy. Na to hasło stojący obok kobeźnicy, Jak gdyby w skrzydła bijąc, częstym ramion ruchem Dmą w miechy i oblicza wypełniają duchem; Myśliłbyś, że ta para w powietrze uleci, Podobna do pyzatych Boreasza dzieci. Brakło cymbałów.
Było cymbalistów wielu, Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu (Jankiel przez całą zimę nie wiedzieć gdzie bawił, Teraz się nagle z głównym sztabem wojska zjawił).