Oto nowy marszałek na ręku stronników Wyniesion z refektarza; patrz, jak szlachta braty Rzucają czapki, usta otwarli - wiwaty! A tam po drugiej stronie pan przekreskowany, Sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany, Żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje, Biedna! oto na ręku pokojowej mdleje. Biedna! Jaśnie Wielmożnej tytuł przybrać miała, A znów tylko Wielmożną na lat trzy została!"
Tu Wojski skończył opis i laską znak daje, I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany I rosoł staropolski sztucznie gotowany, Do którego pan Wojski z dziwnemi sekrety Wrzucił kilka perełek i sztukę monety (Taki rosoł krew czyści i pokrzepia zdrowie). Dalej inne potrawy, a któż je wypowie! Kto zrozumie nie znane już za naszych czasów Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów, Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów, Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów; Owe ryby! łososie suche, dunajeckie, Wyzyny, kawijary weneckie, tureckie, Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne, Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne! W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona, U głowy przysmażona, we środku pieczona, A mająca potrawkę z sosem u ogona.
Goście ani pytali nazwiska potrawy, Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy; Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem, Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym.
Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił I odarty ze śniegu już się zazielenił, Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana, Roztopiła się lodu cukrowego piana I dno odkryła, dotąd zatajone oku; Więc krajobraz przedstawił nową porę roku, Zabłysnąwszy zieloną, różnofarbną wiosną. Wychodzą różne zboża, jak na drożdżach rosną, Pszenicy szafranowej buja kłos złocisty, Żyto ubrane w srebra malarskiego listy I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady, I kwitnące gruszkami i jabłkami sady.
Ledwie mają czas goście darów lata użyć. Darmo proszą Wojskiego, żeby je przedłużyć: