Przebrzmi głos trąby, przełamią się szyki, Gdy wróg ostatni wyda krzyk boleści, Umilknie, światu swobodę obwieści, Gdy orły nasze lotem błyskawicy Spadną u dawnej Chrobrego granicy, Gdy ciał podjedzą i krwią całe spłyną, I skrzydła wreszcie na spoczynek zwiną - Wtenczas, dębowem liściem uwieńczeni, Rzuciwszy miecze, siądą rozbrojeni Rycerze nasi! Zechcą słuchać pieni! Gdy świat obecnej doli pozazdrości, Będą czas mieli słuchać o przeszłości! Wtenczas zapłaczą nad ojców losami I wtenczas łza ta ich lica nie splami.
Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości, W całej przeszłości i w całej przyszłości Jedna już tylko jest kraina taka, W której jest trochę szczęścia dla Polaka: Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie Święty i czysty jak pierwsze kochanie, Nie zaburzony błędów przypomnieniem, Nie podkopany nadziei złudzeniem Ani zmieniony wypadków strumieniem. Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał, Te kraje rad bym myślami powitał: Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie Miłe i piękne, jadowite rzucił, Ku pożytecznym oka nie odwrócił.
Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny, Jak świat jest boży, tak on był nasz własny! Jakże tam wszystko do nas należało! Jak pomnim wszystko, co nas otaczało: Od lipy, która koroną wspaniałą Całej wsi dzieciom użyczała cienia, Aż do każdego strumienia, kamienia, Jak każdy kątek ziemi był znajomy Aż po granicę, po sąsiadów domy!
I tylko krajów tych obywatele Jedni zostali wierni przyjaciele, Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni! Bo któż tam mieszkał? - Matka, bracia, krewni, Sąsiedzi dobrzy. Kogo z nich ubyło, Jakże tam o nim często się mówiło, Ile pamiątek, jaka żałość długa Tam, gdzie do pana przywiązańszy sługa Niż w innych krajach małżonka do męża; Gdzie żołnierz dłużej żałuje oręża Niż tu syn ojca; po psie płaczą szczerze I dłużej niż tu lud po bohaterze.