Wyciągnął ramię. Ona z rumieńcem dziewiczym, Ale z rozweselonym słuchała obliczem. Jak dziecię lubi widzieć obrazki jaskrawe I w liczmanach błyszczących znajduje zabawę, Nim rozezna ich wartość, tak się słuch jej pieści Z dźwięcznemi słowy, których nie pojęła treści. Na koniec zapytała: "Skąd tu Pan przychodzi? I czego tu po grzędach szuka Pan DobrodziĂŠj?"
Hrabia oczy roztworzył, zmieszany, zdziwiony, Milczał, wreszcie, zniżając swej rozmowy tony: "Przepraszam - rzekł - Panienko! Widzę, żem pomieszał Zabawy! Ach, przepraszam, jam właśnie pośpieszał Na śniadanie; już późno, chciałem na czas zdążyć; Panienka wie, że drogą trzeba wkoło krążyć, Przez ogród, zdaje mi się, jest do dworu prościĂŠj".
Dziewczyna rzekła: "Tędy droga Jegomości; Tylko grząd psuć nie trzeba; tam między murawą Ścieżka". - "W lewo - zapytał Hrabia - czy na prawo?" Ogrodniczka, podniosłszy błękitne oczęta, Zdawała się go badać, ciekawością zdjęta: Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni, A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do niĂŠj Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu Rozmowy. "Panna mieszka tu? blisko ogrodu? Czy na wsi? Jak to było, żem Panny we dworze Nie widział? Czy niedawno tu? przyjezdna może?" Dziewczę wstrząsnęło głową. - "Przepraszam, Panienko, Czy nie tam pokoj Panny, gdzie owe okienko?"
Myślił zaś w duchu: Jeśli nie jest heroiną Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną. Zbyt często wielka dusza, myśl wielka ukryta W samotności, jak róża śród lasów rozkwita; Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem, Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem!
Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu, Podniosła jedno dziecię źwisłe na ramieniu, Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem.
Odwróciwszy się rzekła: "Czy też Pan nie może Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?" "Ja ptastwo pędzać?" - krzyknął Hrabia z zadziwieniem.