A coraz się przybliża, kędy ptaki siedzą: Tak skradał się Tadeusz. Sędzia czaty zmieszał I przeciąwszy mu drogę, do źródła pośpieszał. Z wiatrem igrały białe poły szarafana I wielka chustka w pasie końcem uwiązana; Słomiany, podwiązany kapelusz od ruchu Nagłego chwiał się z wiatrem jako liść łopuchu, Spadając to na barki, to znowu na oczy; W ręku ogromna laska: tak pan Sędzia kroczy. Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu, Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu I wsparłszy się oburącz na gałkę słoniową Trzciny ogromnej, z taką ozwał się przemową:
"Widzi Aśćka, od czasu jak tu u nas gości Tadeuszek, niemało mam niespokojności; Jestem bezdzietny, stary; ten dobry chłopczyna Wszak to moja na świecie pociecha jedyna, Przyszły dziedzic fortunki mojej. Z łaski nieba Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba; Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie; Ale zważaj no Aśćka moje utrapienie! Wiesz, że pan Jacek, brat mój, Tadeusza ociec, Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec: Nie chce wracać do kraju, Bóg wie gdzie się kryje, Nawet nie chce synowi oznajmić, że żyje, A ciągle nim zarządza. Naprzód w legijony Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony. Potem zgodził się przecie, by w domu pozostał I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał; Partyję upatrzyłem; nikt z obywateli Nie wyrówna z imienia ani z parenteli Podkomorzemu; jego starsza córka Anna Jest na wydaniu, piękna i posażna panna. Chciałem zagaić". Na to Telimena zbladła, Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła.
"Jak mamę kocham - rzekła - czy to, Panie Bracie, Jest w tym sens jaki? Czy wy Boga w sercu macie? To myślisz Tadeusza zostać dobrodziejem, Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem! Świat mu zawiążesz! Wierz mi, kląć was kiedyś będzie! Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie! Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecię, Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie; Dobrze Brat zrobi, gdy go do stolicy wyśle;