Hrabia mówił, że pierwszy do oszczepu godził I że spotkaniu z zwierzem Tadeusz przeszkodził; Tadeusz utrzymywał, że będąc silniejszy I do robienia ciężkim oszczepem zręczniejszy, Chciał wyręczyć Hrabiego: tak sobie niekiedy Przymawiali śród gwaru i wrzasku czeredy.
Wojski jechał pośrodku; staruszek szanowny Wesoły był nadzwyczaj i bardzo rozmowny; Chcąc kłótników zabawić i do zgody dowieść, Kończył im o Dowejce i Domejce powieść:
"Asesorze, jeżeli chciałem, byś z Rejentem Pojedynkował, nie myśl, że jestem zawziętym Na krew ludzką; broń Boże! chciałem was zabawić, Chciałem wam komedyję niby to wyprawić, Wznowić koncept, który ja lat temu czterdzieście Wymyśliłem - przedziwny! - Wy młodzi jesteście, Nie pamiętacie o nim, lecz za moich czasów Głośny był od tej puszczy do poleskich lasów.
"Domejki i Dowejki wszystkie sprzeciwieństwa Pochodziły, rzecz dziwna, z nazwisk podobieństwa Bardzo niewygodnego. Bo gdy w czas sejmików Przyjaciele Dowejki skarbili stronników, Szepnął ktoś do szlachcica: , A ten nie dosłyszawszy dał kreskę Domejce. Gdy na uczcie wniósł zdrowie marszałek Rupejko: - drudzy krzyknęli: A kto siedział w pośrodku, nie trafił do ładu, Zwłaszcza przy niewyraźnej mowie w czas obiadu.
Gorzej było; raz w Wilnie jakiś szlachcic pjany Bił się w szable z Domejką i dostał dwie rany; Potem ów szlachcic, z Wilna wracając do domu, Dziwnym trafem z Dowejką zjechał się u promu; Gdy więc na jednym promie płynęli Wilejką, Pyta sąsiada: kto on? odpowie: Dowejko; Nie czekając dobywa rapier spod kirejki: Czach, czach, i za Domejkę podciął wąs Dowejki.
Wreszcie, jak na dobitkę, trzeba jeszcze było, Żeby na polowaniu tak się wydarzyło, Że stali blisko siebie oba imiennicy I do jednej strzelili razem niedźwiedzicy. Prawda, że po ich strzale upadła bez duchu, Ale już pierwej niosła z dziesiątek kul w brzuchu; Strzelby z jednym kalibrem miało wiele osób.