Poprawiwszy raz jeszcze i włosów, i stroju, Kazano jej wzdłuż i wszerz przejść się po pokoju; Telimena uważa znawczyni oczyma, Musztruje siostrzenicę, gniewa się i zżyma; Aż na dygnienie Zosi krzyknęła z rozpaczy: "Ja nieszczęśliwa! Zosiu, widzisz, co to znaczy Żyć z gęśmi, z pastuchami! Tak nogi rozszerzasz, Jak chłopiec, okiem w prawo i w lewo uderzasz, Czysta rozwódka! - Dygnij, patrz, jaka niezwinna!"
"Ach, Ciociu! - rzekła smutnie Zosia - cóż ja winna? Ciotka mnie zamykała; nie było z kim tańczyć, Lubiłam z nudy ptastwo paść i dzieci niańczyć; Ale poczekaj, Ciociu, niech no się pobawię Trochę z ludźmi, obaczysz, jak się ja poprawię".
"Już - rzekła ciotka - z dwojga złego lepiej z ptastwem Niż z tem, co u nas dotąd gościło, plugastwem; Przypomnij tylko sobie, kto tu u nas bywał: Pleban, co pacierz mruczał lub w warcaby grywał, I palestra z fajkami! To mi kawalery! Nabrałabyś się od nich pięknej manijery. Teraz to pokazać się jest przynajmniej komu, Mamy przecież uczciwe towarzystwo w domu. Uważaj dobrze, Zosiu, jest tu Hrabia młody, Pan, dobrze wychowany, krewny Wojewody, Pamiętaj być mu grzeczną..."
Słychać rżenie koni! I gwar myśliwców; już są pod bramą: to oni! Wziąwszy Zosię pod rękę, pobiegła do sali. Myśliwi na pokoje jeszcze nie wchadzali, Musieli po komnatach odmieniać swą odzież, Nie chcąc wniść do dam w kurtkach.
Pierwsza wpadła młodzież, Pan Tadeusz i Hrabia, co żywo przebrani. Telimena sprawuje obowiązki pani, Wita wchodzących, sadza, rozmową zabawia I siostrzenicę wszystkim z kolei przedstawia: Naprzód Tadeuszowi, jako krewną bliską; Zosia grzecznie dygnęła, on skłonił się nisko, Chciał coś do niej przemówić, już usta otworzył, Ale spójrzawszy w oczy Zosi, tak się strwożył, Że stojąc niemy przed nią, to płonął, to bladnął; Co było w jego sercu, on sam nie odgadnął. Uczuł się nieszczęśliwym bardzo - poznał Zosię! Po wzroście i po włosach światłych, i po głosie;