Ma groty do lanc, że je mogę wziąć w potrzebie; Te groty przywiózł w pakach gotowych z Królewca Pod sekretem; weźmiem je, zaraz zrobim drzewca, Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele i? - jakoś to będzie !"
"O polska krwi!" - zawołał Bernardyn wzruszony, Z otwartemi skoczywszy na Sędzię ramiony. - "Prawe dziecię Sopliców! Tobie Bóg przeznacza Oczyścić grzechy brata twojego, tułacza; Zawszem ciebie szanował, ale od tej chwili Kocham cię, jak gdybyśmy bracią sobie byli! Przygotujemy wszystko, lecz wyjść nie czas jeszcze; Ja sam wyznaczę miejsce i czas wam obwieszczę. Wiem, że car wysłał gońców do Napoleona Prosić o pokój; wojna nie jest ogłoszona; Lecz książę Józef słyszał od pana Biniona, Francuza; co należy do cesarskiej rady, Że się na niczem skończą wszystkie te układy, Że będzie wojna. Książę wysłał mnie na zwiady Z rozkazem, żeby byli Litwini gotowi Dowieść przychodzącemu Napoleonowi, Że chcą złączyć się znowu z siostrą swą, Koroną, I żądają, ażeby Polskę przywrócono. Tymczasem bracie, z Hrabią trzeba przyjść do zgody; Jest to dziwak, fantastyk trochę, ale młody, Poczciwy, dobry Polak; potrzebny nam taki; W rewolucyjach bardzo potrzebne dziwaki, Wiem z doświadczenia; nawet głupi się przydadzą, Byle tylko poczciwi i pod mądrych władzą. Hrabia pan, ma u szlachty wielkie zachowanie; Cały powiat ruszy się, jeśli on powstanie; Znając jego majątek, każdy szlachcic powie: Musi to być rzecz pewna, gdy z nią są panowie. Biegę do niego zaraz".
"Niech się pierwszy zgłosi - Rzekł Sędzia - niech przyjedzie tu, mnie niech przeprosi; Wszak jestem starszy wiekiem, jestem na urzędzie! Co się tycze procesu, sąd arbitrów będzie..." Bernardyn trzasnął drzwiami. "No, szczęśliwa droga!" - Rzekł Sędzia.
Ksiądz wpadł w powóz stojący u proga, Tnie biczem konie, łechce lejcami po bokach; Furknęła kałamaszka, ginie w mgły obłokach, Tylko kiedy niekiedy kaptur mnicha bury