Pamiętacie, jak Wołka wzięliśmy w niewolę, Jak chcieliśmy go wieszać na belce w stodole, Iż był tyran dla chłopstwa, a sługa Moskali; Ale się chłopi głupi nad nim zlitowali! (Upiec go muszę kiedyś na tym Scyzoryku). Nie wspomnę innych wielkich zajazdów bez liku, Z których wyszliśmy zawsze, jak szlachcie przystało, I z zyskiem, i aplauzem powszechnym, i z chwałą!
Po cóż o tem wspominać! Dziś darmo pan Hrabia, Sąsiad wasz, sprawę toczy, dekrety wyrabia, Już nikt z was pomóc nie chce biednemu sierocie! Dziedzic Stolnika, tego, który żywił krocie, Dziś nie ma przyjaciela oprocz mnie - Klucznika, I ot, tego wiernego mego Scyzoryka!"
"I Kropidła! - rzekł Chrzciciel - gdzie ty, Gerwazeńku, Tam i ja, póki ręka, póki plusk plask w ręku. Co dwaj, to dwaj! Dalibóg, mój Gerwazy! ty miecz, Ja mam Kropidło; dalbóg! ja kropię, a ty siecz, I tak szach mach, plusk i plask; oni niech gawędzą!"
"Toć i Bartka - rzekł Brzytwa - Bracia nie odpędzą; Już co wy namydlicie, to ja wszystko zgolę". "I ja - przydał Konewka - z wami ruszyć wolę, Gdy ich nie można zgodzić na obior marszałka; Co mi tam głosy, gałki, u mnie insza gałka (Tu wydobył z kieszeni garść kul, dzwonił niemi): Ot, gałki! - krzyknął - w Sędzię gałkami wszystkiemi!" "Do was - wołał Skołuba - do was się łączymy!" "Gdzie wy - krzyknęła szlachta - gdzie wy, to tam i my! Niech żyją Horeszkowie! wiwant Półkozice! Wiwat Klucznik Rębajło! Hajże na Soplice!"
I tak wszystkich pociągnął wymowny Gerwazy: Bo wszyscy ku Sędziemu mieli swe urazy, Jak zwyczajnie w sąsiedztwie, to o szkodę skargi, To o wyręby, to o granice zatargi: Jednych gniew, drugich tylko podburzała zawiść Bogactw Sędziego - wszystkich zgodziła nienawiść. Cisną się do Klucznika, podnoszą do góry Szable, pałki... Aż Maciek, dotychczas ponury, Nieruchomy, wstał z ławy i wolnemi kroki Wyszedł na środek izby, i podparł się w boki; I spojrzawszy przed siebie, i kiwając głową,