Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy, Jako zaklęte w górach kaukaskich jeziora, Milczące przez dzień cały, grające z wieczora. Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty, Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty; Drugi staw, z dnem błotnistem i gardzielem mętnym, Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym; W obu stawach piały żab niezliczone hordy, Oba chory zgodzone w dwa wielkie akordy. Ten fortissimo zabrzmiał, tamten nuci z cicha, Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha; Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola, Jak grające na przemian dwie arfy Eola.
Mrok gęstniał; tylko w gaju i około rzeczki, W łozach, błyskały wilcze oczy jako świeczki, A dalej, u ścieśnionych widnokręgu brzegów, Tu i ówdzie ogniska pastuszych noclegów. Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił, Wyszedł z boru i niebo i ziemię oświecił. One teraz, z pomroku odkryte w połowie, Drzemały obok siebie jako małżonkowie Szczęśliwi: niebo w czyste objęło ramiona Ziemi pierś, co księżycem świeci posrebrzona.
Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga. Kastor z bratem Polluksem jaśnieli na czele, Zwani niegdyś u Sławian: Lele i Polele; Teraz ich w zodyjaku gminnym znów przechrzczono, Jeden zowie się L i t w ą, a drugi K o r o n ą.
Dalej niebieskiej W a g i dwie szale błyskają; Na nich Bóg w dniu stworzenia (starzy powiadają) Ważył z kolei wszystkie planety i ziemie, Nim w przepaściach powietrza osadził ich brzemię; Potem wagi złociste zawiesił na niebie: Z nich to ludzie wag i szal wzór wzięli dla siebie.
Na północ świeci okrąg gwiaździstego S i t a, Przez które Bóg (jak mówią) przesiał ziarnka żyta, Kiedy je z nieba zrucał dla Adama ojca, Wygnanego za grzechy z rozkoszy ogrojca.
Nieco wyżej D a w i d a w ó z, gotów do jazdy, Długi dyszel kieruje do Polarnej Gwiazdy. Starzy Litwini wiedzą o rydwanie owym, Że niesłusznie pospólstwo zwie go Dawidowym,