Chyba inny giez jaki Waści stąd wygania, To gadaj szczerze, po co takie omawiania? Jestem twój stryj; choć stary, znam, co serce młode; Byłem ci ojcem (mówiąc gładził go pod brodę). Już w ucho szepnął o tem mnie mój palec mały, Że Waszeć masz tu jakieś z damami kabały. Za katy, prędko teraz młodź do dam się bierze! No, Tadeuszku, przyznaj mi się Waść, a szczerze".
"Jużci - bąknął Tadeusz - prawda, są przyczyny Inne, kochany Stryju! może z mojej winy! Omyłka! cóż? nieszczęście! już trudno naprawić! Nie, drogi Stryju, dłużej nie mogę tu bawić! Błąd młodości! Stryjaszku, nie pytaj o więcej, Ja muszę z Soplicowa wyjeżdżać co prędzej".
"Ho - rzekł stryj - pewnie jakieś miłośne zatargi! Uważałem, że Waszeć wczora gryzłeś wargi Poglądając spode łba na pewną dziewczynkę, Widziałem, że i ona miała kwaśną minkę. Znam ja te wszystkie głupstwa; kiedy dzieci para Kocha się; to tam u nich nieszczęść co niemiara; To cieszą się, to znowu trapią się i smucą; To znowu Bóg wie o co do zębów się skłócą; To stojąc w kątkach jakby mruki, nie gadają Do siebie, czasem nawet w pole uciekają. Jeżeli na was raptus podobny napada, Bądźcie tylko cierpliwi, już jest na to rada; Biorę na siebie wkrótce przywieść was do zgody. Znam ja te wszystkie głupstwa, wszakże byłem młody. Powiedz mi Wasze wszystko; ja może nawzajem Coś odkryję i tak się oba poprzyznajem".
"Stryjaszku - rzekł Tadeusz (całując mu rękę I rumieniąc się) - powiem prawdę; tę panienkę, Zosię, wychowanicę Stryja, podobałem Bardzo, choć tylko parę razy ją widziałem; A mówią, że Stryj dla mnie za żonę przeznacza Podkomorzankę, piękną i córkę bogacza. Teraz nie mógłbym z panną Różą się ożenić, Kiedy kocham tę Zosię; trudno serce zmienić! Nieuczciwie, żeniąc się z jedną, kochać drugą, Czas może mnie uleczy; wyjadę - na długo".
"Tadeuszku! - stryj przerwał - to mi dziwny sposób Kochania się: uciekać od kochanych osób! Dobrze, żeś szczery; widzisz, głupstwo byś wypłatał