Jestem, jeżeli kłamię! chcę być sukinsynem, Jeżeli kłamię; spytaj, a oficerowie Wszyscy poświadczą, cała armija to powie, Że w tej drugiej armiji, w korpusie dziewiątym, W drugiej pieszej dywizji, w pułku pięćdziesiątym Jegierskim major Płut jest pierwszy mazurzysta. Pódźże, Panienko! nie bądź taka narowista! Bo ja po oficersku ukarzę Panienkę..."
To mówiąc skoczył, chwycił Telimeny rękę I szerokim całusem w białe ramię klasnął, Gdy Tadeusz, przypadłszy z boku, w twarz mu trzasnął. I całus, i policzek ozwały się razem, Jeden za drugim, jako wyraz za wyrazem.
Major osłupiał, oczy przetarł, z gniewu blady Zawołał: "Bunt! buntownik!" - i dobywszy szpady, Biegł przebić; wtem Ksiądz dostał z rękawa krócicę: "Pal, Tadeuszku! - krzyknął - pal jak w jasną świĂŠcę!" Tadeusz wnet pochwycił, wymierzył, wypalił, Chybił, ale Majora zgłuszył i osmalił. Porywa się z gitarą Ryków: "Bunt! bunt!" - woła, Wpada na Tadeusza; lecz Wojski zza stoła Machnął ręką na odlew; nóż w powietrzu świsnął Między głowy i pierwej uderzył, niż błysnął. Uderza w dno gitary, na wylot ją wierci, Schylił się na bok Ryków i tak uszedł śmierci. Lecz strwożył się; krzyknąwszy: "Jegry! bunt! Jej Bogu!" - Dobył szpady, broniąc się zbliżał się do progu.
Wtem z drugiej strony izby wpada szlachty wiele Przez okna, z rapierami, Rózeczka na czele. Płut w sieni, Ryków za nim, wołają żołnierzy, Już trzech najbliższych domu na pomoc im bieży; Już przeze drzwi włażą trzy błyszczące bagnety, A za nimi trzy czarne schylone kaszkiety.
Maciek stał u drzwi z Rózgą wzniesioną do góry, Lgnąc do ściany, czatował jako kot na szczury, Aż ciął okropnie; może głowy by trzy zwalił, Lecz stary, czy nie dojrzał, czy zbyt się zapalił, Bo nim szyje wytknęli, rąbnął po kaszkietach, Zdarł je; Rózga spadając brząkła po bagnetach. Moskale cofają się, Maciek ich wygania Na dziedziniec.
Tam jeszcze więcej zamieszania. Tam stronnicy Sopliców pracują w zawody