I usługiwał damie, swojej narzeczonĂŠj, Biegając i podając sygnety, łańcuszki, Słoiki i flaszeczki, i proszki, i muszki; Wesoł, na pannę młodą patrzył tryumfalnie. Panna młoda kończyła robić gotowalnię; Siedziała przed źwierciadłem, radząc się bóstw wdzięku; Pokojowe zaś - jedne z żelazkami w ręku Odświeżają nadstygłe warkoczów pierścionki, Drugie klęcząc pracują około falbonki.
Gdy się tak Rejent bawi ze swą narzeczoną, Kuchcik stuknął doń w okno: kota postrzeżono! Kot, wykradłszy się z łozy, prześmignął po łące I wskoczył w sad pomiędzy jarzyny wschodzące; Tam siedzi, wystraszyć go łacno z rozsadniku I uszczuć, postawiwszy charty na przesmyku. Bieży Asesor, ciągnąc za obróż Sokoła, Pośpiesza za nim Rejent i Kusego woła. Wojski obu z chartami przy płocie ustawił, A sam się z placką muszą do sadu wyprawił. Depcąc, świszcząc i klaszcząc, bardzo źwierza trwoży: Szczwacze, trzymając każdy charta na obroży, Ukazują palcami, skąd zając wyruszy, Cmokają z cicha; charty nadstawiły uszy, Wytknęły pyski na wiatr i drżą niecierpliwie, Jak dwie strzały złożone na jednej cięciwie. Wtem Wojski krzyknął: "Wycz-ha!" Zając smyk zza płotu Na łąkę, charty za nim, i wnet bez obrotu Sokół i Kusy razem spadli na szaraka Ze dwóch stron w jednej chwili, jak dwa skrzydła ptaka. I zęby mu jak szpony zatopili w grzbiecie. Kot jęknął raz, jak nowo narodzone dziecię. Żałośnie! Biegą szczwacze: już leży bez ducha, A charty mu sierć białą targają spod brzucha.
Szczwacze pogłaskali psy, a Wojski tymczasem Dobył nożyk strzelecki wiszący za pasem, Oderznął skoki i rzekł: "Dziś równą odprawę Wezmą pieski, bo równą pozyskali sławę; Równa ich była rączość, równa była praca; Godzien jest pałac Paca, godzien Pac pałaca, Godni są szczwacze chartów, godne szczwaczów charty; Otoż skończony spór wasz długi i zażarty; Ja, któregoście sędzią zakładu obrali, Wydaję wreszcie wyrok: obaście wygrali. Wracam fanty, niech każdy przy swoim zostanie,