Już zajęli część Litwy od Grodna po Słonim, Gdy król rozkazał wojsku dać trzy dni wytchnienia. Ale polscy żołnierze mimo utrudzenia Skarżyli się, że król im marszu nie dozwala; Tak radzi by co prędzej doścignąć Moskala.
W mieście pobliskim stanął główny sztab książęcy, A w Soplicowie oboz czterdziestu tysięcy I ze sztabami swemi jenerał Dąbrowski, Kniaziewicz, Małachowski, Giedrojć i Grabowski.
Późno było, gdy weszli; więc każdy, gdzie może, Zabierają kwatery w zamczysku, we dworze; Skoro dano rozkazy, rozstawiono czaty, Każdy strudzony poszedł spać do swej komnaty. Z nocą wszystko ucichło: oboz, dwór i pole; Widać tylko, jak cienie, błądzące patrole I gdzieniegdzie błyskania ognisk obozowych, Słychać kolejne hasła stanowisk wojskowych.
Spali: gospodarz domu, wodze i żołnierze; Oczu tylko Wojskiego sen słodki nie bierze ; Bo Wojski ma na jutro biesiadę wyprawić, Którą chce dom Sopliców na wiek wieków wsławić: Biesiadę godną miłych sercom polskim gości I odpowiednią wielkiej dnia uroczystości, Co jest świętem kościelnem i świętem rodziny; Jutro odbyć się mają trzech par zaręczyny, Zaś jenerał Dąbrowski oświadczył z wieczora, Że chce mieć obiad polski.
Choć spóźniona pora, Wojski zebrał co prędzej z sąsiedztwa kucharzy; Pięciu ich było; służą, on sam gospodarzy. Jako kuchmistrz białym się fartuchem opasał, Wdział szlafmycę, a ręce do łokciów zakasał; W ręku ma plackę muszą, owad lada jaki Odpędza wpadający chciwie na przysmaki; Drugą ręką przetarte okulary włożył, Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył.
Księga ta miała tytuł: Kucharz doskonały. W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały Stołów polskich; podług niej Hrabia na Tęczynie Dawał owe biesiady we włoskiej krainie, Którym się Ojciec Święty Urban Ósmy dziwił; Podług niej później Karol Kochanku-Radziwiłł, Gdy przyjmował w Nieświżu króla Stanisława, Sprawił pamiętną ową ucztę, której sława Dotąd żyje na Litwie we gminnej powieści.