Zmrużył oczy, paznokciem do paznokcia mierzy, Widać, że kreskę swoję kabale powierzy: Jeśli palce trafią się, da afirmatywę, A jeżeli się chybią, rzuci negatywę.
Na lewej druga scena: refektarz klasztoru, Obrócony na salę szlacheckiego zboru. Starsi rzędem na ławach siedzą, młodsi stają I ciekawi przez głowy w środek zaglądają; W środku marszałek stoi, wazon w ręku trzyma, Liczy gałki, szlachta je pożera oczyma. Właśnie wytrząsł ostatnią; woźni ręce wznoszą I imię obranego urzędnika głoszą.
Jeden szlachcic na zgodę powszechną nie zważa. Patrz, wytknął głowę oknem z kuchni refektarza, Patrz, jak oczy wytrzeszczył, jak pogląda śmiało, Usta otworzył, jakby chciał zjeść izbę całą: Łatwo zgadnąć, że szlachcic ten zawołał: Patrzcie, jak za tą nagłą do kłótni podnietą Tłoczy się do drzwi ciżba, pewnie idą w kuchnię; Dostali szable, pewnie krwawy bój wybuchnie.
Lecz tam, na korytarzu, Państwo uważacie Tego starego księdza, co idzie w ornacie - To przeor; Sanctissimum z ołtarza wynosi, A chłopiec w komży dzwoni i na ustąp prosi; Szlachta wnet szable chowa, żegna się i klęka, A ksiądz tam się obraca, gdzie jeszcze broń szczęka; Skoro przyjdzie, wnet wszystkich uciszy i zgodzi.
Ach! wy nie pamiętacie tego, Państwo młodzi, Jak wśród naszej burzliwej szlachty samowładnej, Zbrojnej, nie trzeba było policyi żadnej; Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa, Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława! W innych krajach, jak słyszę, trzyma urząd drabów, Policyjantów różnych, żandarmów, konstabów; Ale jeśli miecz tylko bezpieczeństwa strzeże, Żeby w tych krajach była wolność - nie uwierzę".
Wtem dzwoniąc w tabakierę rzekł pan Podkomorzy: "Panie Wojski, niech Wasze na potem odłoży Te historyje; prawda, że sejmik ciekawy, Ale my głodni, każ Wać przynosić potrawy".
Na to Wojski, skłaniając aż do ziemi laskę: "Jaśnie Wielmożny Panie, zróbże mi tę łaskę, Zaraz dokończę scenę ostatnią sejmików: